Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
40 postów 231 komentarzy

Granatowa

Granatowa - Karolina Polak, absolwent WPiA UG, specj. d/s adm.publicznej

Nastoletni Terror

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

"Wychowanie, całkowicie wyzwolone z autorytetu, tradycji i dogmatu, kończy się nihilizmem." - Leszek Kołakowski

 

W Polsce dosyć często rodziny rozpadają się, z różnych przyczyn. Pozostają jednak jej owoce-dzieci.

Do najczęstszych problemów dotyczących nastolatków z tzw.rozbitych rodzin należą:

-brak równowagi psychicznej i wybuchowość( jako reakcja na destabilizację i brak poczucia bezpieczeństwa)

-niechęć do nauki;

-brak odpowiedzialności za własne czyny;

-obwinianie innych za swoje czyny;

-nieposłuszeństwo, lekkomyślność, krnąbrność, brak empatii;

-wywoływanie napięć, celem zwrócenia na siebie uwagi;

-przekierowywanie uwagi z siebie, i od siebie na kogoś innego celem zrzucenia odpowiedzialności.

 O ile mówi się że to taki wiek, jestem ciekawa jak wielu dorosłych ma problem po rozpadzie poprzedniego związku z nie tyle akceptacją tego stanu u nastolatka , ile z odpowiednim wyprofilowaniem czy zahamowaniem powyższych negatywnych sądów u swojego dziecka bądź dziecka partnera.

 Statystyki mówią, że ponad połowa nastolatków z rozbitych rodzin za swoje niepowodzenia obwinia partnera swojego biologicznego rodzica; na drugim miejscu zaś obwinionym o tzw "całe zło" staje się dla nastolatka biologiczny rodzic.

Pomijając sytuacje typowo patologiczne, takie jak alkoholizm, skrajna bieda i związana z tym przestępczość, bardzo często powodami takiego nastawienia nastolatka do jego najbliższego otoczenia są: niskie pobudki do nauki, brak pozytywnych wzorców w rodzinie; wcześniejsze negatywne nastawianie dziecka do opiekunów przez sprawującego wcześniej opiekę rodzicielską.

Czasem wystarczy kilka, czasem kilkanaście lat z toksycznym rodzicem, by nastolatek miał wpojone już bardzo głeboko wzorce zachowań, które zniszczą życie jemu i jego otoczeniu.

 

 

Z uwagi na wysoką plastyczność i chłonnośc psychiki dziecka, jest to szczególny problem i wymaga szczególnego wsparcia, celem wykształcenia w dziecku krytycyzmu wobec ludzi, sytuacji i zdarzeń oraz celem zachowania obiektywizmu przy natłoku emocji, będących przyczynkiem wielu złych i niepotrzebnych sytuacji. Kiedy dziecko osiagnie wiek nastoletni, może być na to za późno.

 

Do najczęstszych powodów antypatii i nieakceptacji nowej rodziny należą:

 

-patologiczny charakter otoczenia, w którym dziecko przebywało;

-chęć zachowania więzi z wcześniej krzywdzącym go rodzicem. Nauka wyrażnie wskazuje, że bez względu na to jaki ten rodzic był lub jest, dziecko wiąże się z nim na wysokim poziomie emocjonalnym z uwagi na plastyczność charakteru i bezkrytycznego pobierania z tej osoby wzorców (okres od urodzenia do 6/7lat).

Przypomina to nieco Syndrom Sztokholmski, czyli stan , kiedy ofiara porwania, długo przetrzymywana przez oprawcę zaczyna się z nim utożsamiać, rozumieć emocjonalnie a nawet go bronić.

-chęć przypodobania się opiekunowi z którym złaczyła go ta więź. Bezkrytyczne podejście do zachowania opiekuna skutkująca przekazywaniem tego samego zachowania i nastawienia wobec nowego otoczenia to element mający tę więź z utraconym opiekunem zachować;

Czy będzie to biologiczna, nieodpowiedzialna matka, czy też ojciec pedofil lub alkoholik-nie ma to najmniejszego znaczenia. Nastolatek, chcąc odzyskać utraconą więź gotowy będzie przejąć nie tylko system wartości tej osoby, ale nawet drastycznie go zmodyfikować by przypodobać się jej.

 

Dużą rolę w tak trudnym budowaniu bądź normalizacji więzi odgrywa tu poziom inteligencji emocjonalnej i świadomości społeczno-psychologicznej biologicznych rodziców.

 

Jeśli nastolatek do osiągnięcia 16tego roku życia przebywał w rodzinie patologicznej, z uwagi na zawiązywane więzi; pobierał niewłaściwe wzorce : wykorzystywanie słabych, religia-z przymusu nie z przekonania, nieszczerość i zakłamanie w relacji dorosłych partnerów, materializm i pieniądz na szczycie hierarchii wartości, siła zamiast intelektu, przemoc czy pozytywny obraz kłamstwa- wtedy istnieje najwyższe prawdopodobieństwo nieodwracalości szkód powstałych na jego psychice.

 

Do 5/6lat z łatwością można odwrócić wszelkie patologiczne zmiany na psychice dziecka. To w tym okresie winny być podejmowane (jednak bardzo delikatnie) wszelkie terapie psychologiczne, by mogły dać efekt.

Pomijam tu zastraszającą wręcz znieczulicę urzędów i placówek sprawujacych po części władztwo nad nieletnimi i małoletnimi. Pomijam kwestie wychowywania poprzez szkolictwo. Pominę również sprawy głośne medialnie, jak sprawa z Pucka(rodzice zastępczy), czy ostatnio sprawa multimorderczyni własnych dzieci( szóstka dzieci zabitych).

Pominę słów kilka o powinności państwa, a wspomnę o krańcowych skutkach znieczulicy placówek opiekuńczych.

Nastolatek, który wykazuje się agresją, jeśli jest ignorowany przez biologicznego rodzica: tworzy schematy myślowe oparte na braku odpowiedzialności i braku konsekwencji. Tak samo postępuje urząd i placówka. To z kolei potęguje agresję nastolatka który:

-czuje się bezkarny za dotychczasowe swoje czyny;

-nie widzi reakcji na swoje zachowanie;

-otrzymuje sygnał zielonego światła do dalszej agresji werbalnej bądź fizycznej;

-otrzymuje zielona światło do manipulacji otoczeniem, kłamstw i narzucania swojego wyimaginowanego sposobu myślenia; (sposób myślenia, charakter i światopogląd nakreślają się naturalnie dopiero po 18-22rokiem życia)

-za to normalnym bywa, iż nastolatek chce być w centrum uwagi (nie panikujmy :))

Gorzej, jeśli zwraca na siebie uwagę używając przemocy. Wtedy warto skupić się na długotrwałej z nim pracy celem wyeliminowania zakorzenionych głęboko schematów uzyskiwania posłuchu. Jeśli są wyuczone i stosuje je od niedawna-dacie radę. Jeśli to nie pierwszy raz-warto skonsultować się z fachowym psychologiem. Nigdy jednak żaden psycholog nie będzie w stanie zastąpić tego co najważniejsze- rozmowy nastolatka z rodzicem- bez obwiniania i z gotowością do podjęcia dialogu i ustalenia kompromisów. Do tego jednak potrzeba odrobiny intelektu i sporej dawki cierpliwości.

 

Możemy się tylko domyśleć, czym skutkuje brak wychowania i pobłażanie w takich sytuacjach. Możemy również z dużym prawdopodobieństwem stwierdzić, że to Ci, którym zależy na nastolatku-kolejny raz dostaną od niego "w nos".

 Nastolatek wszak nie pójdzie do placówki by przy dyrekcji szkoły, ośrodka poprawczego lub sądu wykrzyczeć potęge swojej bezkarności-skupi się na dalszym utrzymaniu terroru, jaki wprowadza w najbliższym otoczeniu.

 

Zdziwilibyście się Państwo widząc faktyczne statystyki skupienia agresji nastolatka , czyli kto staje się obiektem jego agresji. Najczęściej staje się ten, który w żadnej mierze nie zawinił mu lub któremu na nim zależało. Drugą ważną informacją jest fakt, że ofiarą tego terroru niestety najczęsciej padają Ci, którzy nadwyraz lojalnie bronią swoich pociech tj. Rodzice biologiczni.

 

Nastolatek wrzucany w różne otoczenia traci rozeznanie (bo jego umysł jeszcze nie wykreował obiektywnych narzędzi poznawczych) bądź utwierdza się w uzyskanych subiektywnych lub fikcyjnych sądach o świecie i otoczeniu. Potężna tu rola opiekunów prawnych, by potrafili ten zły sposób myślenia i działania wyeliminować skutecznie.To w ich rękach skupia się bowiem większosc władztwa i olbrzymie możliwości wprowadzania korekt stosowanych schematów zachowania czy posłuchu i persfazji.

 

Nawet nałożenie kary przez sąd zwykle nie sprawia by poczuł się on czemukolwiek winien.

Jeśli tak się dzieje- uwaga-wychowujecie swoje pociechy na bandytów..albo-wcale nie wychowujecie.

 

Pomijając wiele waznych kwestii warto wspomnieć o czynniku pozarodzinnym, zewnętrznym, który obecnie warunkuje działania opiekuńczo-wychowawcze kierowane na nastolatków. Tym czynnikiem jest niestety : Wysoki poziom nieświadomości rodzicielskiej, często niestety kobiety  będącej-ujmując to po katolicku-w stanie błogosławionym. Nieświadome macierzyństwo staje się często przyczynkiem do "bycia w rodzinie z przypadku" a nie z wyższych wartości i z powodu głebokiego przekonania o słuszności wyboru partnera czy chwili założenia rodziny. Czasem tą nieświadomością wykazują się inni najbliżsi, czyli ojciec, dziadkowie. Bez względu na to kto, warto o tym pamiętać.

Przy rozpatrywaniu problemu nastolatków-terrorystów-z perspektywy krajowej-to jednak przecież nie tzw "wpadka" odpowiada za kształt wychowywania dzieci. Nie łudźmy się stereotypami. Istnieje wiele rodzin zakładanych pod wpływem tej "wpadki", bardzo szczęśliwych, w których wyższe wartości naprawdę kreują życie rodziny.

Większy i poważniejszy udział w tym negatywnym zjawisku ma nastawienie, a czasem wręcz przekonanie, że "jakoś to będzie". "Po porodzie, po ślubie, potem jakoś to będzie". Ta krótkowzroczność i wewnętrzny kompromis "teraz urodzę/teraz będe tatusiem, a później będę dalej balować/pracować/rozwijać się"; ten brak myślenia o rodzinie w kategorii horyzontalnej i rozwojowej w największej mierze sprzyja patologizowaniu procesu wychowywania.

 

Trudne, nieraz wyjątkowo wybory, kompromisy, określanie swoich potrzeb do realizowania, w momencie zakładania rodziny/ pojawienia się dziecka-często powodują konflikty i sprzeczności wewnętrzne rodzica, który nie do końca utożsamia się z własną rodziną. Rodzą się dylematy ile z mojego zycia jest moje a ile dla rodziny. A powinna być spójnośc między JA a RODZINA. Nie ma jej.

 

Bolesnym jest fakt, że za błędy rodziców w wychowywaniu swoich pociech płacą obcy ludzie. Ludzie, którzy w oczach młodego człowieka-stają mu na drodze, dlatego trzeba ich zniszczyć.

 

Sprawdzenia wymaga jak wiele z nastolatków w trudnej sytuacji zmiany otoczenia lub utraty władzy rodzicielskiej ich dotychczaswoych opiekunów- korzysta z poradni psychologicznych.Po drugie- czy tego typu "terapie" wogóle wspomagają proces naprawczy i choć w małym ułamku regulują stopniowo psychikę w tak burzliwym wieku.

 

 

"Ja niee mam czaaasu!" "Ja muszę pracooować!" "Szkoła niech wychowuje!" "A co to mnie obchodzi! Mnie nie atakuje!"

 

 

Jak to błędne myślenie rodzica nadwyraz czesto lubi się mścić. Nie teraz to za kilka lat wyjdą szlaczki i hafty wychowania przez rodzica..i może to być bardzo mało "gustowny wzór".

Pominę sprawy kultury, obyczajowości i standarów wychowywania, bo jak wiadomo: poziom wychowania w głównej mierze zależy od powyższych. Pominę tez rozpatrywanie tej problematyki z perspektywy globalnej, jako jeden z czynników przewrotu ideologicznego dokonywanego na państwie polskim przez dwa ostatnie pokolenia. (teoria:Thomas Schuman)

Czas odgrywa tu znaczącą rolę, znajdźcie więc czas dla swoich dzieci. Pracując w Biedronce, Liedlu czy będąc prezesem dużej spółki, bo czasem to, co wydaje się Wam, że wiecie o swoich pociechach nijak się ma do stanu faktycznego. Najlepszy zaś czas na rozmowę z Twoim nastoletnim dzieckiem, właśnie mija.

 

 

 

 

 

 

 

 

KOMENTARZE

  • Dlatego też....
    Właśnie dlatego, po kilkunastu latach tzw. toksycznego małżeństwa, od czterech lat dzieci wychowuję sama. Nie ma we mnie parcia na "nową rodzinę", po prostu nie chcę by dzieciaki musiały radzić sobie z nowymi problemami. I jest dobrze. Kontakt z tatą mają codzienny, a ja jestem szczęśliwa:)
  • A gdyby tak
    przestać się cackać z tymi niedowarzonymi nastolatkami i wymagać od nich odpowiedzialności?? Aaaa, tak se offowo gdybię.
  • ...
    kolejny problem-brak zdefiniowania pojęcia w prawie karnym dozoru kuratorskiego... to jakaś komedia

    "Głównym obowiązkiem kuratora sądowego w trakcie trwania postępowania wykonawczego jest dozór, którego Kodeks karny wykonawczy niestety nie definiuje. Kodeks karny wykonawczy zdawkowo zajmuje się także wskazywaniem obowiązków kuratorów sądowych związanych z dozorem. W art. 172 Kodeksu karnego wykonawczego stwierdzono jedynie, że kurator sądowy, któremu powierzono dozór nad skazanym, powinien z nim nawiązać bezzwłoczny kontakty i poinformować go o jego obowiązkach i uprawnieniach."

    Czytaj więcej na Wieszjak.pl: http://wieziennictwo.wieszjak.pl/organy-postepowania/258117,Zadania-kuratorow-sadowych.html#ixzz2BiuCL0UP
  • @bez kropki 11:23:55
    Co prawda mam jedno nastoletnie, niedowarzone (w sensie owszem, grzeczne, ale wyobraźnia ufff), drugie zaś letnie (nie nasto), ale nie ma zmiłuj i cacania, są i obowiązki i radości:) I to jest bardzo dobrze. Może nie jakiś nadmiar, za to mają swoje obszary działania, a ja trochę więcej czasu na resztę obiowiązków. Ot- psa i ryby karmi najmłodszy, jego zadanie- monitoring psiej michy oraz akwarium. Starsza- monitoring kosza na śmieci, machanie miotłą i mopem:) oraz pierwszy poranny spacernik z psem (wtedy ja śniadanie do szkoły i budzenie młodszego). Popołudniowy spacer- wszyscy razem - łączenie obowiązkiu z przyjemnością bycia razem. Wieczorny ja, bo ciemno. Za to oni wieczór, zabawki sprzątają, ogólny porządek tzw rynku (część publiczna w naszym mieszkanku:))... Co się okazuje - karniejsi, bardziej dzięki temu szanują pracę i mamę też. Ufff się rozpisałam.
  • @Bez kredek we łbie 12:40:15
    I ta metoda, w przeciwieństwie do dziwacznych teoryjek wyssanych z palca, działa.
  • @bez kropki 12:50:45
    Tak mi się jeszcze nasunęło, Granatowa pisze:

    "Sprawdzenia wymaga jak wiele z nastolatków w trudnej sytuacji zmiany otoczenia lub utraty władzy rodzicielskiej ich dotychczaswoych opiekunów- korzysta z poradni psychologicznych.Po drugie- czy tego typu "terapie" wogóle wspomagają proces naprawczy i choć w małym ułamku regulują stopniowo psychikę w tak burzliwym wieku."

    Tego typu "terapie" są dobre dla młodszych dzieci, ale w sensie np. rozwijania motoryki, wyciszenia emocji - to jest coś, co oboje moich dzieci przeszło ( młodszy jeszcze przechodzi). Ale beze mnie, wielkie g*** by to dało. Popieram: rozmawiać, rozmawiać, rozmawiać. I nie ma, że nie mam czasu. Myję garnki wieczór - oboje jak "sępiorki" w kuchni i gadamy do bólu. O wszystkim. W tramwaju - gadamy, na spacerze - gadamy. W drodze do szkoły- gadamy. Nie wolno milczeć! Milczenie w rodzinie, nie ważne, czy pełnej, czy rozbitej, zrzucanie odpowiedzialności za wychowanie dzieci na szkołę, księdza, dziadków i inne instancje, to jest choroba i lenistwo rodziców! Chciałeś dzieci- masz- spełniło się twoje marzenie. To teraz dzięki temu marzeniu rozwijaj siebie i rozwijaj to marzenie. A dzieci tak pięknie potrafią rozwinąć nasze macierzyństwo, naszą cierpliwość, wyobraźnię. Ludzie są jednak durni- ci, którzy nie rozmawiają. Ech...

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
      1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     

ULUBIENI AUTORZY

więcej