Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
40 postów 231 komentarzy

Granatowa

Granatowa - Karolina Polak, absolwent WPiA UG, specj. d/s adm.publicznej

Zgubiła Nas Rutyna

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Być człowiekiem

 

Nie da się zaprzeczyć iż mój ojciec zmarł -jak wskazały oględziny i sekcja- w przeciągu kilku godzin od odjazdu wezwanego przeze mnie patrolu policji.

Lokalny prokurator nie dopatrzył się przewinienia po stronie interweniujących wtedy funkcjonariuszy,a oficjalna data zgonu odbiega od tej, którą stwierdziło pogotowie po odkryciu ciała. Poza tym, pomimo iż ojciec przed zgonem twierdził że został otruty-nie zlecono toksykologii zwłok.


Jednak sami policjanci pracujący później z ekipą prokuratora na miejscu zdarzenia przyznali nieoficjalnie : "zgubiła nas rutyna". Chcieli, bym wykazała się zrozumieniem. Bronili siebie nawzajem.
Rozumiem czym jest rutyna, zrozumieć jednak nie potrafię czemu nie słuchali mnie, kiedy drugi raz z rzędu, tuż po interwencji udałam sie na komisariat rządając doprowadzenia do kontaktu ojca z lekarzem.

W tym czasie najprawdopodobniej umierał, gdyż nie odbierał już telefonu, co było nietypowe.

Pominę fakt iż zmarła jedyna bliska mi osoba w mojej rodzinie,a reszta tzw. rodziny straciła zainteresowanie sprawą. Pominę na tę chwilę wszelkie tzw. "błędy" ekipy prokuratorskiej oraz prowadzącego postępowanie lokalnego prokuratora Jezierskiego, gdyż wszystko co chciałam powiedzieć i napisać powinno być już w sądzie okręgowym- zgodnie z dyspozycją sądu rejonowego, który przychylił się do wykazanych przeze mnie argumentów i konieczności zbadania sprawy pod kątem zabójstwa-czego pojąć nie może lokalny prokurator, który najwyraźniej błędnie uważa, iż krąg podejrzanych w moim odczuciu to policja.

Zastanawiające jest to, od kiedy policjanci, szczególnie Ci z małymi kompetencjami bawią się w lekarzy i decydują kiedy konieczna jest pomoc ambulatoryjna? Od kiedy mają takie uprawnienia?

Przy stanie hipoperfuzji narządowej (wstrząs), charakterystycznymi objawami podmiotowymi są m.in. zmiany stanu psychicznego, a rozpoznanie może nastąpić <strong>tylko w badaniu klinicznym.</strong> Ojciec w momencie kontaktu z patrolem policji (Of. Studziński, Of. Jop) był już prawdopodobnie w tym stanie, stanie praktycznie przedśmiertnym-sądząc po objawach.Pozwala mi to stwierdzić wiedza jaką dysponuję obecnie i porównanie objawów z profesjonalnymi opiniami specjalistów. Policja bardzo szybko opuściła miejsce zdarzenia widząc Go żywego. Czy lokalny, wiejski patrol policji dysponuje taką zaawansowaną wiedzą medyczną ? Wątpliwe. Czemu więc postawili "diagnozę" <strong>wszystko okey</strong>?

Domagałam się przyjazdu karetki pogotowia. Samodzielnie- nie mogłam tego zrobić gdyż ojciec utracił kontakt z rzeczywistością-nie było z nim kontaktu, był w stanie psychicznego splątania. Dopraszałam się o karetkę przed i po fakcie, kiedy jeszcze nie wiedziałam że już potrzebny tylko karawan.

Nie doczekałam się nawet nieoficjalnych przeprosin. Jedynie słowa : "Zgubiła Nas Rutyna"

 


NOTATKI ZE ZDARZENIA

P { margin-bottom: 0.21cm; direction: ltr; color: rgb(0, 0, 0); }P.western { font-family: "Times New Roman",serif; font-size: 12pt; }P.cjk { font-family: "Andale Sans UI","Arial Unicode MS"; font-size: 12pt; }P.ctl { font-family: "Tahoma"; font-size: 12pt; }A:link { }

Gdyby jedna czarna wdowa weszła na rękę , mogłabym ją strząsnąć. Co robić w przypadku gromadki czarnych wdów, w dżungli, w tropiku..jeśli nawet swoje młode najpierw wykarmi a potem zje..Jak uratować muchę w sieci czarnych wdów? 

Czy mój ojciec został skazany na śmierć? 

Niedopełnienie obowiązków służbowych przez nie podjęcie interwencj, po uzyskaniu informacji o jej konieczności , czego następstwem jest śmierć człowieka. Zbagatelizowanie śmiertelnego zagrożenia/wyśmianie powagi. Pan policjant Arkadiusz J. nie chciał podać swojego nazwiska, w poniedziałek, kiedy odmówił ponownej interwencji-czemu? Wiedział pan że będzie jakaś draka? I czemu Bał się pan ze przyjada media? Zgodnie z wstępnymi oględzinami lekarza stwierdzajacego zgon, zgon nastąpił w poniedziałek wieczór lub w nocy z pon. na wt.( również inne dowody na ten fakt -są).Tak się pan zachowywał w poniedziałek 11stego marca jakby Pan coś wiedział..co się stanie- pytanie skąd? Oficjalnie data zgonu /ustalona/ jest na środę...Jaja. Rejestr zapisu rozmów telefonicznych do dnia zgonu-po odebraniu telefonu z policyjnego depozytu/po jego dziwacznym zagubieniu przez funkcjonariuszy/ okazuje się być przeczyszczony.

I TO JEST TEORIA W 100% REALNA, BEZ TEORII SPISKOWYCH NA ZYCIE MOJEGO OJCA CZY MOJE. To jest najgorsze, ze po podaniu policji maksimum wiedzy i zapewnienia że to nie żarty czy przesada, czy choroba psychiczna, policja nie podejmuje NIC by ratowac człowieka uznając że zmyśla , bo tak głosi plotka..Brak interwencji pogotowia po powzięciu podejrzenia , ze zatrucie moglo być spowodowane dopalaczem (pogotowie wszak nagrywa swoje rozmowy).Czy to ta sama ekipa (dyspozytor pogotowia, patrol policji) co podczas zdarzeń z 2006 roku, których finału nie doczekałyśmy się z siostrą( umorzone przez tę samą prokuraturę).Skąd dopalacz? Skoro mój ojciec nie pije i nie stosuje narkotyków żadnej maści?Czemu na miejscu podłożono tzw. lewy trop. Czy specjalnie dla mnie?Odpowiedź na dwa ostatnie pytanie scala już całość wszystkich zdarzeń i zachowań od 9tego marca , poprzez zgon 11stego marca aż do odkrycia ciała 13stego.Ojciec był dla mnie tzw. brakującym ogniwem. Jedyną osobą z rodziny, z którą utrzymywałam stały i bliski kontakt i odwrotnie. Był wrażliwym i uczuciowym człowiekiem. Dlatego nijak pasował do reszty tzw. rodziny, podobnie, jak ja. Czemu, pomimo wątpliwości, reszta nie chce wyjasniać tej sprawy? Mieliśmy tylko siebie, rozumieliśmy się, a przede wszystkim to, co przeszliśmy w tej "rodzinie". I jakoś dawaliśmy radę, na przekór złym ludziom. Przez ostatnie lata ojciec był dla mnie ogromnym wsparciem duchowym, emocjonalnym i finansowym. Najważniejsze, że miałam rodzica. Matka nigdy rodzicem nie była wybierając inną drogę.Nie zdąrzył nacieszyć się przejściem na emeryturę. Nie zrealizuje już żadnych planów. Tylko ja odwiedzałam co tydzień ojca. Siostra, wstydziła się swojego ojca. Kiedy jednak trzeba było wykazac przed sądem opiekuńczym , że jej dziecko ma rodzinę( dziadka) - nie wahała się przyjechać by porobić z nim kilka zdjęć.08-03-2013W piątek ojciec zadzwonił wieczorem pytając czy przyjadę i kiedy. Poprosił mnie o przywiezienie wody niegazowanej.Ludzie, nie majacy kontaktu z Nim, nie znający Go mają zwykle najwięcej do powiedzenia... 09-03-2013W sobotę przyjechałam. Kiedy na niego spojrzałam, był dziwny, nie swój, powiedział:"Karuś wejdz"Juz jest po mnie. Otruli całą wodę. To juz jest koniec."Spytałam, jak się czuje, czy chcelekarza, a on ze to nic nie da.  Nie chcialam początkowo brac tego poważnie.Widziałamjednak, ze nie żartuje. Że coś tu jest na rzeczy. Nigdy wcześniej nie zachowywał się tak poważnie, bez poczucia humoru. Ten stan psychiczny, który pokazywał w sobotę całkowicie mnie zszokował. Kręcił się jakby bez celu i myśli, przestawał mówić,bełkotał, a kiedy zaczynał , mówił dziwnie, jakby z odrętwieniem gardła. Protestowal przed propozycją pojscia do lekarza. Poprosił bym przyniosła jeszcze wody. Kupilam jeszcze dwie butelki niegazowanego żywca, jak chciał. Stwierdził, że bez wody to już po nim. Po jakimś czasie , czując się gorzej powiedział: "I za co mi to zrobili" . Nie wiedziałam co o tym mysleć. Siedząc przy stole usłyszeliśmy karetkę pogotowia. Myślał, ze to po niego. Bał się ze sytuacja sprzed kilku lat się powtórzy. Chodził ciągle nerwowo, nic go nie bolało. Siedzieliśmy długo, czasem w milczeniu. Stan wydał się opanowany, myślałam wiec że to rodzaj załamania nerwowego. Tym bardziej, ze mówił, raz normalnie a raz z trudem. Miał jednak mętne spojrzenie. Bałam się, nie wiedząc czy ufac jego słowom. Zwykle mogłam ufać. Nigdy nie dawał symptomów , że nie jest świadomy tego co mówi.Tym razem i zachowania wskazywało, że coś nie gra.Jakby był pewien tego co go czeka i trafia na mur bezsilności. Nie wiem czy czuł, ze nie do konca mu wierzę.Zachowywał się inaczej niż zwykle.NIGDY WCZEŚNIEJ NIE WIDZIAŁAM OJCA W TAKIM STANIE: W ROZBICIU, OTĘPIENIU I ZABURZENIU ŚWIADOMOŚCI ANI RAZU, NIDGY PRZEDTEM, PRZEZ TYLE LAT, A ODWIEDZAŁAM GO JAKO JEDYNA Z RODZINY 4/5 RAZY W MIESIACU ZOSTAJĄC KILKA GODZIN MINIMUM.Ojciec wiele lat wcześniej opowiadał mi jak jego szwagier  "opiekował" się ojca rodzicami. Te wspomnienia wracały, bo widziałam dokładnie to co opisywał dawniej ojciec obserwujac swoich rodziców tuż przed ich zgonami.Był z  jakby zzaburzonym postrzeganiem. Próbowałam pojąć, zrozumieć. Wstawał i zaczął się ubierać i chciał wyjść. Potem znów jakby zapominał o tym i chciał zostać. Był rozbity. Jeśli jegoorganizmprzyjął jakąś toksynę to był już pod jej wpływem- psychicznie i fizycznie, co powodowało jakąs psychozę.  "To mi przejdzie" - powiedział. Był niezdecydowany co do czynów które w danej chwili wykonuje. Zaczynał działać i zaprzestawał, jakby coś w mózgu było uszkodzone. Przeraziłam się tym i zadzwoniłam do siostry. Nie specjalnie się przejęła, nakrzyczała, ze nie ma czasu. Postanowiłam że dam ojca do telefonu. Kiedy zaczęła mu wylewac swoje żale do słuchawki, wziełam telefon , bo jego samopoczucie mogło na tym ucierpieć i zrozumiałam że z decyzją jakąkolwiek jestem sama. Wciąz ufałam że ojciec wie czego chce i wie co mówi. Jednak nie dawały mi spokoju te częste zmiany w zachowaniu, to kręcenie się, niezdecydowanie. Spytałam czy zrobi jakąś herbatę czy ja mam zrobić. Niby mnie zrozumiał niby nie. Kręcąc się bezwolnie po pokoju zachowywał się jakby coś nim kierowało, jakiś środek.twierdził, ze woda została zatruta, że juz po nim. Z jednej strony myslałam że przesadza, z drugiej krązyły mi myśli-przecież to może być prawda, bo kilka razy były takie przypadki w naszej rodzinie.  Był słaby, a w spojrzeniu serdeczny, wręcz błagalny, jakby oczekiwał ode mnie pomocy, której nie jest w stanie wypowiedzieć . Klękał i ręce kładł mi na kolanach, potem wstawał. Siadał przy mnie, raz z jednej raz z drugiej strony. Czasem też się tak kręcił, dlatego cięzko mi było pojąć jaka jest sytuacja. Kazałam mu łyk po łyczku pić przywiezioną przeze mnie wodę, kiedy już usiadł na dłużej w jednym miejscu. NIe chciał się położyć. Tłumaczyłam, ze jeśli jest zatruty musi pić albo do lekarza i na płukanie żoładka. Nie chciał. Pił niewiele, ale pił i po kilku chwilach kilka razy wracała mu jakby lepsza świadomość. Jeden z tematów rozmowy byl taki, że wreszcie-ku mojemu zadowoleniu ojciec zaczął myśleć o innych rozwiązaniach niż mieszkanie w tych warunkach. Mówiliśmy o mozliwości wynajmowania mieszkania w wejherowie. Mówił niewiele, ale potwierdzał, że słusznie myslę. O tym, że tę działkę by sprzedał i zaczął mieszkac w normalnych warunkach, ze mną, gdzie czułby się bezpieczniej. Był na to zdecydowany. Aż dziwne, bo wcześniej twierdził, że będzie tu do smierci. Mówił jednak, ze tu go wykończą , ze tu nie czuje się bezpieczny, że ludzie nie dadza mu tu żyć. W międzyczasie wciąz przypominałam mu by pił i by spróbował cokolwiek przegryść. Po jakimś czasie usiadł na kanapie i długo milczał. Widząc, ze jakby znów dolatuje myślami, nie ma woli by pić powiedziałam patrzac mu w oczy. "Tato, nie zostawiaj mnie. Zrobiło się bardzo smutno. Przesunął głowe w moim kierunku, spojrzał się w oczy i odpowiedział:"To mnie ocal". Po dłuższej chwili, nie tracąc kontaktu wzrokowego z nim spytałam :"jak". Wciąż myślałam że to zaburzenie na tle psychicznym. Wstał i powiedział :"Choć, idziemy", spytałam gdzie. Potem znów kręcił się trochę i usiadł z drugiej strony. Powiedział że mam go stąd zabrać, ale nie wiedział gdzie. Spytałam czy chce wyjść. Powiedział, ze tak, ale kiedy się ubrałam i chciałam ubrac mu kurtkę, opierał się.Byłam zdezorientowana totalnie.  Potem znów usiadł przy mnie i powtarzał : "Karuś", głaszcząc mnie po ręce. Mówiąc do niego czasem wydawało m i się że wogóle nie docierają do niego moje słowa. Żrenice nie reagowały wogóle na bliski przedmiot. Był pod wpływem działania czegoś, czego sam nie przyjął-teraz tak myślę. Ostatecznie, rozmawiając raz po raz i siedząc w milczeniu obok siebie płynęły kolejne godziny. Mówiłam mu o tym co u mnie słychać, słuchał. Pił wodę kiedy m u o tym przypominałam. Kazałam trzymac otwartą butelkę. Dookoła, nie było nic niepokojącego. Zwróciłam uwagę tylko na fakt, że wogóle nie zapalił ani jednego papierosa. Papierosy- były też odsunięte daleko, jakby nie palił od kilku dni.Powiedziałam, ze nie mogę siedzieć tu całą noc, że musimy coś zdecydować. Czy chce pogotowia, czy chce wyjść. Nie potrafił powiedzieć. Po jakimś czasie wstał i powiedział, że już mu lepiej. Było koło 19.40. Chyba nie chciał bym go zostawiała, ale sama widzialam poprawę i pytając co jakiś czas jak jest, jak się czuje i czy myśli czy mogę wrócić do Gdyni, powiedziałam ,że nie mam ładowarki. Jutro przyjadę. Nie stwierdził jednoznacznie. Powiedziałam, że będę się powoli zbierać. Odprowadził mnie do drzwi, dał całusa na pożegnanie. Stwierdził, że jest bardzo ciemno.Człowiek w depresji nie ma bełkotu w głosie, nie ma psychozy, nie ma zaciśniętego zmienionego głosu.Dochodząc do dworca myslałam o tym wszystkim. W pociągu zadzwoniłam do niego. Odebrał w bardzo dobrej w zasadzie formie. Nastrój mu wrócił. (ta zmiana nastroju na dziś 07.04 jest dla mnie typowa po uzyskaniu wiedzy o dopalaczach) Tylko jego odpowiedź na pytanie jak się czuje, wydawała się nieco sztuczna. Powiedział :"A jak mam się czuć, dobrze".Kiedy wróciłam, przedyskutowałam to z mieszkającą ze mną osobą i postanowilismy, że zabierzemy mojego ojca na tydzień do Gdyni, że zajmie mój pokój, ale musi odpocząć i wyzdrowieć.Późnym wieczorem ojciec zadzwonił, był znów słabszy i pytał się czy mogę przyjechać. Powiedziałam mu że teraz nie mogę, ale że jeśli chce, jutro zabiorę go stamtąd. Powiedział, ze się zastanowi,a jak będe jechac -bym przywiozła więcej wody. Zmartwiło mnie to, bo cała sytuacja, jego zachowanie, raz normalne a raz jakby nie świadome było całkowitą nowością.Włączyłam komputer, sprawdziłam, czy to może być załamanie, czy objaw faktycznego zatrucia. Szukałam informacji. Środki psychotropowe, psychodeliczne, jak działają. Jakie są objawy załamania psychicznego i zaburzeń na tle psychicznym. Stwierdziłam jedynie, że miał objawy zaburzenia świadomości i otumanienia oraz bełkot, które mogą występować zarówno po podaniu substancji psychoaktywnych, jak i przy jakiejś chorobie wewnętrznej, czy w kilku różnych psychicznych przejsciowych schorzeniach.  Sprawdziłam równiez informacje o toksynach w kryminalistyce. Sporo tego. Byłam zmęczona.Niedziela10-03-2013Rano dzwonilam czy chce by po niego przyjechać. Co prawda transport odpadł, ale i tak mogłabym przyjechac sama po niego. Nie potrafił zdecydować- dość ciężko mowił. Powiedział, że być może pojedzie do szwagra . Nic nie odpowiedziałam, bo byłam w szoku, że tak mówi. Spytałam jak się czuje, powiedział że nie jest źle. Powiedziałam, że jakby się coś działo ma dzwonić, a ja przyjadę w poniedziałek i zabiorę go do Gdyni. Powiedział jeszcze :"przywieź wodę i  prowiant..jakies jedzenie".Całą niedzielę szykowałam pokój.11-03-2013Przyjechalam rano wponiedziałek, z wodą, jedzeniem, ciepłą kołdrą. Kłódka nietypowo była zamknięta na bramie, zwykle, kiedy wie, ze przyjadę, przygotowuje się otwierając ją. Spytałam czy jest- nie odzywał się, wiec krzyknęłam. Pomyślałam, ze może pojechał do tego szwagra. Usłyszałam jednak ruch w pomieszczeniu i uspokoiłam się. Otworzył. Powiedział że spal. Weszłam, spytałam jak się czuje a w mięczyczasie zrobilam kanapki. Odpowiedzi nie usłyszałam. Był rozbity totalnie. Ja- zszokowana. Raz po raz zanikało mu zaufanie. Zmiana nastroju granicząca z psychozą. Czuł zdenerwowanie a potem apatię. Był nieufny. Ja- osłupiała...Chodził z kąta w kąt, nerwowo, ale powoli, jak cień.Po sekcji zwłok już wiem  że głupio myślałam sądząc że być może chce lub planuje samobójstwo.Sekcja wykluczyła. Myslałam że to stan psychiczny. Spytałam czy coś zjadł, powiedział ze trochę ryby i cukierki. Nie chcial zjeść, wyglądał na wycieńczonego. Rozpakowałam plecak z pościelą , bo powiedział ze mu zimno. Kazałam mu sie położyć i czekać aż zrobię ciepły posiłek. Nie zrobił tego. Był niezdolny do podjęcia decyzji jakie czynności podejmować. Spytałam czy pił wodę i ile. Czułam że nie łapię z nim kontaktu. Nie chciał się położyć. Nakazałam, by się połozył, wziął talerz zjedzeniem bez słowa, ale odłożył. Wróciłam do kuchni gdzie grzałam wodę. Myśląc, że to zaburzenie psychcizne narastał we mnie gniew, że nie chce dac sobie pomóc. Nagle , jakby zbierało mu się na wymioty, a nie mógł zwymiotować. Przestraszyłam się bardzo. Krzyknął z bólu i chwycił się z a brzuch. Słabiutkim , wycienczonym głosem krzyknął: Karolina idz idz stąd! nie mozesz na to patrzec ! Prosze idz! Zaczal mnie wypychac delikatnie z kuchni. Osłupiałam. Idź!-krzyknął.Bylam przerazona. Wziął gaz i chciał mnie zmusić do odejścia. Zgarnelam tylko kurtke torebke i wyszlam. Odruchowo wyciągnęłam telefon i wybrałam numer 999. Ojciec widział ze rozmawiam z pogotowiem.Powiedział, że myśli że podano mu dopalacz.Dyspozytorka zaczęła mówić. Zgłosiłam, że chciałabym wezwac karetkę, ojciec bardzo źle się czuje, twierdzi że został otruty  przez wodę, ateraz że to moze dopalacz. Kazała mi to wyjaśniać, zamiast coś zrobić. Zakręciłąm się słysząc kolejne pytania dyspozytorki: "ale jak? ale co?, ale kto?" W tym czasie ojciec Zaczal sie zamykac, bo pewnie zdezorientował się jeszcze bardziej słysząc tę rozmowę. Jedne drzwi, drugie drzwi, bramka, zamykał się i skręcał z bólu.. Dziś wiem , że po dopalaczu ludzie nawet zabijają. Czy chciał mnie ochronić? A nie majac pewności czy to dopalacz czy inna toksyna w obrębie pomieszczeń - chciał dopilnowac bym sama się nie zatruła? Nigdy by sam czegoś takiego nie wziął. Jego rodzicie pewnie tez tym zostali usmierceni. Dopalacz mógł byc podany przez papierosy, które dostarczał mu kolega, jedyny któremu ufał. Ten kolega miał stały kontakt z trucicielem.

Widac było po nim że cierpi, ze robi to z dużym wysiłkiem. Ja tego nigdy nie zapomnę, nie wymarzę z pamięci. Nie poznawałam go, to nie był mój ojciec. Jeżdżac do niego przez tyle lat nigdy nie było takiej sytuacji. Przez tyle godzin przy każdym spotkaniu- ani razu. Widac bylo ze go strasznie cos boli. Mowil strasznie bełkotliwie :"idz!" Zostawiłam ten telefon, przestałam z nią rozmawiać, chcąc opanowac ojca , który wypychał mnie z ostatniej bramki. Nie użyłam żadnej siły by go powstrzymać. Pierwszy raz usłyszałam takie wypraszanie mnie, z jego strony. Próbowałąm rozmawiać by zrozumiał, że potrzeba pogotowia. Dziś-kiedy nie żyje, nie wiem czy odebrał to jako atak ( trauma z powodu sprawy sprzed lat, kiedy jego szwagier podając mu środek psychotropowy wywołał w nim atak, który był podstawą do wziecia karetki) ; czy może wiedział, ze umiera, że to już agonia  i nie chciał bym na to patrzyła. Nie chiałam go szarpać , ani się przepychać. Byłam w szoku. Wypchnął mnie delikatnie za ogrodzenie i zamknął na kłódkę resztką sił.Słyszałam ze jest jeszcze blisko-pojękiwał i głośnym tonem prosiłam by otworzył.Nie odpowiadał.

Pobiegłam do dziadka mieszkajacego niedaleko. Dziadek powiedział, że powinnam udac się na policję i zarzadać ich interwencji. Ta rozmowa trwała około 8minut. Dziadek zaczął dziwne tematy poruszać, zupełnie nie na miejscu , tak, jakby mój ojciec już nie żył. Mówił o ewentualnej sekcji zwłok i o tym, ze mój kuzyn mieszkajacy obok z checią by kupił tę posesję ojca. Mówił, ze jakby doszło do sprawy to kuzyn potwierdzi, ze ojciec już od dawna się dziwnie zachowywał. Byłam w szoku spowodowanym tym co działo się do tej chwili. Dopiero na chłodno zrozumiałam, że tu się kroi jakiś kolejny kaszubski numer , tym razem na zrobienie z człowieka wariata. Czułam się pionkiem tej całej gry, gry której ofiarą stawał się mój ojciec i ja. Dziadek powiedział że zna dobrze komendanta, że do niego mam iść.

Potem pobiegłam na policję, a dostrzegając-dziwnym trafem przejeżdżający tuż obok  radiowóz ,zatrzymałam go i powiedziałam o całej sytuacji.

Policjanci udali sie ze mną na miejsce. Po bezskutecznych próbach nawiązania kontaktu z moim ojcem wyważyli za moją zgodą, cały czas mówiąc do ojca i nie robiąc niepotrzebnych strat jedne i drugie drzwi. W międzyczasie dwa razy bodajże ojciec odezwał się , ale z trudem. Poczulismy jednak gaz pieprzowy. Ojciec przestraszył się,  w stanie długotrwajacego zaburzenia, że sytuacja się chyba powtarza, jak wtedy za sprawą szwagra. Że ktoś z policją i pogotowiem chce go skrzywdzić, dlatego próbował tak się bronić że zza szczelin otworzył gaz pieprzowy. Jednak nie nawiązywał komunikacji. Dlatego próbowaliśmy wejśc dalej.

 

Podkreślam-nigdy wcześniej się tak nie zachowywał.

 

Policjanci sobie żartowali, że nie na nas takie gazy. Próbujac otworzyć trzecie drzwi narobili trochę hałasu. Ja też starałam się zachować spokój, nie panikować. Nie zdawałam chyba sobie sprawy..nie zaufałam ojcu. To mogło ojca wzburzyć, niestety wogóle nie ufał ani moim prośbom ani policji. Jeszcze przed pierwszym ogrodzeniem starałam się mu wytłumaczyć że nikt go nigdzie nie zabierze, że chcę tylko wiedziec jak się czuje i sobie pójdę. Po raz pierwszy okazywał brak zaufania wobec mnie.

Te próby były bezskuteczne, podejrzewam, że to, z powodu czego był chory działało już totalnie obezwładniająco na racjonalne pojmowanie.Dziś przypuszczam że miał już zapalenie opon mózgowych właśnie z powodu zatrucia/otrucia.

 

Kiedy udało się wreszcie uzyskać dostęp do ojca. Stał z rozszerzonymi źrednicami. Chciałam go przytulić ale odsunął mnie tak, jakby mnie nie poznawał. Policjanci chwilę do niego mówili, chyba prawie nic nie odpowiedział. Byłam szczęśliwa że ojciec zyje. usiadłam , on stał, policjanci mówili. Spisali moje dane, potem zapytali ojca o datę urodzenia, zmienionym głosem , ale odpowiedział poprawnie na oba pytania. Próbowałam z nim rozmawiać, pytałam czemu tak zrobił? Nie pamiętam czy coś odpowiedział. Pod wpływem tych wydarzeń byłam w szoku. Tłumaczyłam policjantom kilka razy, ze ojciec nie zachowuje się nromalnie, że może być pod wpływem jakiejś subtancji, bądż chory. Trafiałam jednak na ścianę. Jakby mnie nie było słychać. Jakby widok ojca stojacego był dowodem że nie potrzebuje pomocy. W czasie, kiedy próbowałam rozmawiać z ojcem, policjanci oddalali się, a na odchodnego powiedzieli zadowolonym tonem :" Pewnie to grypa żołądkowa! Panie Henryku i niech się pan tak nie boi, już nie ma komuny, mamy demokrację!!"  Będąc w szoku podziękowałam za interwencję...Mogli zaczekać. Z jednej strony się nie dziwię, bo ojciec stał i był przytomny. Ale nie był sobą ,słaniał się, był całkowicie rozkojarzony i choć przytomny-nieprzytomny..

 

 

Po odjeździe policji ojciec wyglądał na otumanionego i przerażonego jednocześnie. Choć był całkowicie apatyczny. Zaczął resztkami sił porządkować uszkodzenia. Trochę jęczał, jakby z bólu. Nie wiem czy wogóle mnie rozpoznawał, ale był w szoku, chyba odbierał mnie jako wroga. NIe rozpoznawał, lub uważał że chcę jego krzywdy, skoro sprowadziłam policję. Z trudem się odezwał, z przerażonymi , rozszerzonymi oczami, sugerujac że to ja chciałam go otruć. Rozpłakałam się krzycząc że potrzebuje lekarza. Czułam przerażenie, szok, bezradność.

Znów zaczął mnie wypychać z otoczenia. Płacząc mówiłam że nie wyjdę dopuki nie zjawi się lekarz! Stałam tak znów i próbowałam rozmawiać już zza bramki którą znów zamknął. Skłamałam że musi mnie wpuścić, ze przyjechałam po obraz. Powiedział, żebym przyjechała za trzy dni.

 

Poszłam do dziadka. Powiedział, że niedobrze się stało. Pytał czemu nie przyjechało pogotowie. Zdenerwowałam się i powiedziałam, że to co powiedziała dyspozytorka pogotowia. Rozmawialiśmy jakieś 5 minut, po czym postanowiłam że wrócę na komisariat i poproszę o ponowna interwencję. Byłam niespokojna.

 

 

Na komisariacie, rozmawiałam najpierw z policjantką pytając czy jest ktoś z dzisiejszej interwencji. Po jakimś czasie umożliwiono mi rozmowę z policjantem , który brał udział w interwencji. Spytałam czy widział jak wyglądał mój ojciec? Czy ocenił jakoś zagrożenie? Zbył mnie ,że nie jest lekarzem.  Powiedziałam, że znam mojego ojca i jego zachowanie , zaburzenia świadomości oraz otępienie są czymś nowym. Pomijam trucie, o którym mówił oraz strach przed pogotowiem, który był traumą po tym co zrobił mu Józef Zajac celem przejęcia działki (prowokacja/Numer na wariata) . Powiedziałam,  że ojciec znów mnie wyprosił i się zakluczył, wyglądając i zachowujac się jak w agonii. Powiedział mi że mój ojciec nie jest ubezwłasnowolniony i w związku z tym, jeśli nie życzy sobie lekarza nic wiecej nie można zrobić.Spytałam się czy wycieńczony człowiek słaniający się na nogach z potwierdzeniem ode mnie-najbliższej osoby, ze zachowuje się nietypowo i niezwykle, nie jest powodem do wezwania lekarza?! oficer Arkadiusz Jop odpowiedział że nie, bo to są względne sprawy i nakazał się uspokoić.Zasugerował bym jakimś sposobem namówiła ojca na wizytę lekarską. Powiedziałam, ze skoro stracił o mnie zaufanie po interwencj i policji to teraz niewiadomo czy wogóle bedzie chciał rozmawiać ze mną. Policjant powiedział, ze mam próbować. Ja na to, dosadnie : "To co!? Mam przyjechac za trzy dni po zwłoki mojego ojca?!!Trzeba coś wymyśleć, jest zagrożenie życia!! dla kogo-spytał oficer, "ojciec jest spokojny, nikomu nie zagraża , ale jego wycieńczenie i stan zdrowia zagraża jemu samemu!- odpowiedziałam. Jeśli jest zatruty potrzebuje lekarza - odpowiedziałam;

"Wie pani co? Te teorie z panem Z. co truje ludzi, to my tu doskonale znamy-powiedział lekko szyderczo-"niech pani próbuje namówić ojca na wizytę lekarza, albo może jakiegoś kolegę ojca namówic by go odwiedził".

 

"Też jestem z mediów, ale niezależnych" - powiedziałam i mówię panu że tu żadne media nie przyjadą, wszędzie pełno tragedii,a ja nie chcę zobaczyć zwłok mojego ojca. "Niech pani spróbuje jutro iśc do lekarza naszego". Dostałam namiar. trochę się uspokoiłam, że może nie jest tak żle, ale teraż załuję że nie zrobiłam afery. Powiedziałam że jutro będe tu na miejscu . Policjant powiedział że jutro go nie ma i podał numer do komendy.

 

 

Komisariat mieści się blisko Ośrodka zdrowia, do którego się udałam. Niestety pani doktor była zajęta. Wracajac do Gdyni dzwoniłam do ojca, bezskutecznie. Myślałam , że jest na mnie zły. Jednak nigdy wczesniej się nie obrażał.

Dzwoniłam aż do nocy- nie odbierał.

Nie spałam cały dzień, a rano- zasnęłam snem kamiennym.

 

 

wtorek12-03-2013Rano byłam wycieńczona. Poranne telefony do ojca nic nie dały. Zadzwoniłam do dziadka i spytałam czy tam ktoś dziś był. Pierwsze słowa dziadka brzmiały: "Gdzie ty jesteś!"  Powiedział, ze nikogo nie było, ale siedzi z kolegą ojca i myslą o sprawie. Powiedziałam ze dzisiaj nie przyjadę, że jestem psychicznie wykonczona i będę w środę.

Przez cały wtorek wydzwaniałam do ojca. Nie odbierał. Pierwszy raz w życiu , nie oddzwaniał. Odsuwałam od siebie myśl, że cos się stało.13-03-2013Rano miałam mieć transport, ale znajomy wycofał sie z pomocy. Straciłam przez to prawie 5godzin i byłam na miejscu około 13.40. Udałam się na komisariat-bo jest po drodze. Nikt nie otwierał. dzwoniłam-nikt nie odbierał.

Spytałam o ośrodek pomocy i tam rozmawiałam o sytuacji.Powiedziałam że nie wyjadę z gminy bez obejrzenia mojego ojca przez lekarza. pani, zapewniła mnie, że jeśli policja nie przyjedzie, dostanę wsparcie z wejherowskiej. Spytała czego chce, powiedziałam ,że policji i pogotowia. Policji-bo nie mam zamiaru się włamywać, pogotowia, bo ojciec miał w poniedziałek zaburzenia świadomości-na moje oko-całkowicie rał z powodów fizycznych. A nie chce sam sobie pomóc.Potem poszłam do ojca. Posesja była zamknieta a ojciec nie dawał znaku życia. Mówiłam do niego, czy jest, wołałam. W tej samej chwili co ja, podjechał  samochodem  jego kolega, chwilę porozmawialiśmy i poprosiłam o zawiezienie jeszcze razn na komendę. Komendę właśnie otwierało dwóch oficerów. Wytłumaczyłam sprawę. Powiedzieli, że zrobią interwencję, ale dopiero za godzinę, bo dopiero co weszli. Nie protestowałam. Wróciłam pod posesję ojca, w miedzyczasie odwiedziłam dziadka na chwilę i poinformowałam go że za niecałą godzinę przyjedzie policja i pogotowie. W międzyczasie zadzwonił mój kolega. Wpędził mnie w poczucie winy, bo uważał, ze to wszystko za wolne działania. Może faktycznie pojechał do szwagra, ale jego złe samopoczucie nie było na tle psychicznym, poza tym, zawsze odbierał/oddzwaniał na moje telefony.  Jeśli wychodził-nie brał telefonu. Zatem musiałam brac pod uwagę i ten fakt.

Około godziny 15.20 zjawiła się policja. Próba nawiązania kontaktu z ojcec okazała się bezskuteczna. Wyłamali drzwi i tak jak poprzednio, wślizgnęłam się do środka.Drzwi do pokoju nie były← zamknięte od wewnątz. Uchyliłam je.Krzyknęłam by dzwonili po pogotowie. Ojciec martwy, skulony, jedną rękę opierał o łóżko, drugą miał sciśniętą w pieść i opartą. Ojciec nie żył. W panice sprawdziłam tętno. Wybiegłam. Potem zadzwoniłam do siostry. Powiedziałam, że ojciec nie zyje.  Powiedziała że mam dopilnowac by była sekcja. Spytałam się czy jest  w stanie przyjechać. Zaczęła krzyczeć że ma chore dziecko i multum spraw, że ja nic nie rozumiem. Jakiś czas "trajkotała". Za drugim telefonem powiedziałam jej że jak tak chce to ma zapomnieć że miała ojca i zniknąć. W międzyczasie rozmawiałam dużo z policjantką, także o telefonie. Podpowiedziała że moznaby sprawdzić ostatnie połączenia. wziełam telefon ktory wyświetlał chyba 15scie telefonow nieodebranych ode mnie. Jakis nr 503....  Ale nie byłam w stanie widzieć na nim już nic. Cyfry mi migały przed oczami. odłozyłam go na miejsce. Ojciec był w takiej pozie, jakby resztkami sił siegał po telefon w chwili zgonu. Potem ktos sie pluł o dokładne dane pesel. Policjantka powiedziała że potrzebne są dane pesel, bo muszą miec dane dla pogotowia. Powiedziałam że nie będe przeszukiwać ciała, Go dotykać, żeby zrobił to jakis policjant, kręcili się tylko. Sprawdziłam ostatecznie kieszenie, nie miał w nich dokumentów. Siostra potem oddzwoniła, popłakała się i powiedziała że postara się przyjechać. Dziecko miało z kim zostać, bo była tam moja matka, już na emeryturze i jej -powiedzmy przyjaciel.-ta trójca-Stenia Polak(moja biologiczna matka z ksywą nadaną przez życie "Alexis", Monika P. -siostra tzw. "nerwica na litość" i Pan A.-kochas mamy, jej "przynieś podaj pozamiataj i odejdź" potocznie zwany "Tołdi"  - to całkiem niezła, skubana kaszubska ekipa spod szyldu "spryt i przebiegłość"Nie miałam najmniejszej ochoty by te kaszubskie gnojki się zjawiły tu.. Nie utrzymywali z ojcem kontaktu. Odwiedzali raz na rok w konkretnym celu, jak zdjęcia mieć dla sądu rodzinnego by znerwicowanej nie odebrali dziecka, o które procesuje się z byłym mężem w USA. Dwie jaszczurzyce i sługa...Zdolnido wszystkiego. Ich zachowanie w zakładzie pogrzebowym /jest nagranie, było porażające. Mając do dyspozycji speca od odliczeń Celinę K., adwokatkę Hanne S., Jolę "wykształciuszkę" z Gdyni z Czeresniowej ( już znamienną w byciu "wdówką"), Marzenę B., a w Banku-gdzie mój ojciec trzymał kasę-p.Ewę B. /przyjaciółka mamuni, pomijam służbowych piesków Steni. Steni, która -jak twierdzi jej ojciec- ...pominę. Były już nie raz sytuacje wykańczania tzw głów rodziny przez dwie ciotki mojej matki i z Rumi, z pochodzenia  z Sierakowic(ojciec mojej matki i mój ojciec opowiadali mi o tym, niezależnie od siebie. Były  sytuacje podtruwania przez dłuższy czas, jeszcze ,kiedy mieszkał z nimi.(do 2005r)Ojciec , po wyrzuceniu go na działkę, z czasem był szczęśliwy. Mówił, że tu ma przynajmniej pewność że cukier czy kawę, czy cokolwiek ma czystą, bo jak wracał z pracy do Rumi- podstawowe produkty spożywcze były zanieczyszczone. Kiedyś zjadł obiad od matki podany z dziwną uprzejmością i  tydzień czasu był zatruty. Ja wyprowadziłam się w 2000roku.Po jakiejś godzinie, było pogotowie. Lekarka stwierdziła zgon, pokazała wybroczyny. Znów coś o danych osobowych. Powiedziałam że nie znależliśmy. Potem oczekiwanie na ekipę prokuratorską z technikami, fotografem. Podczas oględzin znaleźli te dokumenty osobiste. Portfelik z legitymacją emeryta, pieniądze prawo jazdy... W międzyczasie zeznawałam w radiowozie do protokołu. Prokurator zabrał te dokumenty, pieniądze oraz telefon komórkowy.  Potem Przyjechała moja matka i siostra.potem oczekiwanie na zakład pogrzebowy, w miedzyczasie moje zeznania, protokoły w samochodzie policyjnym.  Znając matkę i siostrę miałam świadomość że śmierć ojca to tylko i wyłacznie moja tragedia. One zawsze miały co innego w planach.Potem mijały kolejne godziny, z policją, ekipą pogotowia, prokuraturą. Pytania i zeznania. Prokurator znalazł przy ojcu portfel,pieniadze, dokumenty. Zabrał to wszystko oraz telefon. Dziwne, bo nie przypisano tego jako jakiś dowód rzeczowy, więc nie powinien był tych rzeczy zabierać. Tylko ja z rodziny byłam przy zdarzeniach. Policjantka złozyła mi kondolencje z powodu,  posiadania takiej "rodziny". Kiedy przyjechały podniosły straszny rwetes a kto będzie za to całe zamieszanie teraz płacić, pogrzeb i reszta!. Nie mogłam na to patrzeć, jak przed policją żaliły się a to że jedna ma chorą nogę, a to że druga nie jest już żoną denata. Matka ostentacyjnie gestykulowała przy tym ładnie pomalowanymi pazurkami. jak zwykle była elegancka i umalowana. Siostra wchodząc do pomieszczenia kuchennego ojca, założyła białą rękawiczkę.  Nie wiem czego się bała.  Dotykałam ojca po smierci. Dla mnie to bez znaczenia, czy jakiś środek krążył w pomieszczeniach czy nie. Ale ja, to ja. Na tamtą chwilę miałam do siebie taki żal, ze z wielką ulgą skonałabym obok. Co mi tam trucizny.Siostra podeszła do nieżyjącego ojca i powiedziała :"Pożegnam się z Grubusiem". To nie jest nawet żałosne, to bezczelne i smieszne. Potem siostra ostentacyjnie pobeczała się na podwórku, by inni słyszeli i zaczęła spazmatycznie mówić, podniesionym głosem że Z. to ścierwo.  Dziś nie wiem co o tym myśleć. Nie wiem kto i co . Są pewne fakty, ale w tym warunkach  sledczych i przy poziomie takich układów...Posiadanie układów przez Z. nie czyni z niego mordercy, ale wystarczy spytać ludzi dookoła, wystarczy sprawdzić dokładnie kto i jak uposażony stawał się po tych kilkunastu zgonach i wszystko świadczy na niekorzysć tego człowieka.Kiedy się pojawiły na posesji, policjantka powiedziała im czemu tu są, że namówiła mnie na telefon, bym nie była tu całkiem sama. Nikt sie nie przywitał, nie współczuł. O złożeniu kondolencji nie wspominając. Żyły sobie jak pączek w maśle na tych krętactwach. Ojciec opłacał czynsz za mieszkanie z którego go razem wyrzuciły. Pozbawiły mnie i ojca normalnego życia. Nie chciały rodzin. Słowa siostry jak weszła do kuchni :"Boże! I tak to jest! jak sie ufa obcym!".Albo późniejsze słowa "matki", wypowiedziane jak wesoły morał: "jakie życie taka śmierć" .Potem zaklad pogrzebowy, z którym rozmawiałam. Zabieranie ciała.Śpieszyły się, a że były jedyną mozliwościa powrotu do Gdyni, pozamykałam wszystko i pojechałyśmy.W drodze, głośno debatowały kto i co i jak może i o kosztach i dlaczego i co. A  ile zwrotu by było a dlaczego. Kilka razy smiechy, żarty. Nie- to nie moja rodzina.Podwiozły mnie, podziękowałam i poszłam do domu.Trochę przeszłości...Mój ojciec w 2005 roku został "rozwiedziony zaocznie" przez matkę posiadająca dobre układy i praktycznie wyrzucony z własnego mieszkania, gdzie był głównym lokatorem.Udało jej się tego dokonać dzięki wykorzystaniu znajomosci w radzie miasta Rumi (przez kilka lat była radną); długoletnią znajomością z komendantem , pracownikami straży oraz panią burmistrz często goszczoną na grillu( na którym sama byłam) oraz wieloma innymi osobami z lokalnych władz i struktur sądowych.Pracownik straży podpisał jej fikcyjny dokument o tym iż ojciec nie przebywa w lokalu. Kiedy ojciec wrócił z pracy, zastał zmienione zamki. (cała dokumentacja jest) Nie odpuścił, a matka wezwała lokalną policję. Wtedy to został zabrany i w zimie przetrzymany 48h przy paralizatorze w areszcie za rzekome utrudnianie czynności.Zamieszkał na działce budowlanej, gdzie budował dom jednorodzinny.  Niestety, nie udało się go postawić w stanie umożliwiającym zamieszkiwanie. W tym czasie matka postanowiła się rozwieść. Ojciec mieszkał wiec w domku letniskowym składajacym się z czterech malutkich pomieszczeń z podziałem na kuchnię, kantorek, werandę i sypialnię.Pomimo wyrzucenia, mawiał, że nie chce się na niej mścić, bo tylko ją kocha. Nawet czasem opłacał rachunki za prąd z dawnego mieszkania, które moja siostra raczyła mu przekazywać. Bezskutecznie trafiał na mur kontaktując się z urzędem w rumi, gdzie matki koleżanki odsłyłały go z kwitkiem twierdząc , że nie ma praw do tego mieszkania.Ojciec nie tylko miał prawa, ale mam dokument stwierdzajacy bezprawność wymeldowania i wymiany zamków właśnie z urzędu rumskiego, którego matki urzędowym koleżankom nie udało się zniszczyć.Gratuluję tej Pani odwagi, bo mojej matce- Stefanii P., karierowiczki rodem z Dyzmów, radnej dwie kadencje, byłej dyrektor nie potrzebującej rodziny-nikt zwykle nie odmawiał. Razem z moim nieżyjacym od dwóch tygodni ojcem walczyliśmy z nią na ile starczało nam sił.Pani mgr Hanno Szymańska z Wydziału Spraw Obywatelskich w Rumi, gratuluję odwagi! Gdyby więcej było takich urzędników Polska miałaby szansę podnieść się z upadku.Ojciec miał mieszkanie przyznane jeszcze z zakładu pracy, potem- wykupione na własność. Po tych przebojach i tak zdołały eksmitować ojca na tzw bruk, gdyż działka jaką przydzielono mu po zaocznym rozwodzie i zaocznym podziale majątku-bez jego obecności- nie miała warunków mieszkalnych.Referent wejherowskiego sądu, w którym rozpatrywano sprawę o podział majątku z powództwa mojej matki dopuścił sie przestępstwa, gdyż złozył oświadczenie pisemne nie zgodne ze stanem faktycznym, jakoby mój ojciec był obecny na powyższej rozprawie.Moja matka niszczyła mi życie niejednokrotnie składając krzywoprzysięstwo w zeznaniach. O Ojcu, również mówiła, pisała i zeznawała nieprawdę, namawiając do tego również swoje przyjaciółki. Długo prosić nie musiała. Jako radna dwóch kadencji szło jej jak z płatka.  Dwa lata temu dostawałam mnóstwo urzędowej korespondencji, w której "niby" badano sprawy, a tak naprawdę "lano wodę".

 Każda rzecz urzędowa wypływająca z czynności podejmowanych przez moja matkę nosiła znamiona matactwa. Rozwód ojca, bez wiedzy i obecności mojego ojca, podział majatku-również, ustalanie zeznań z Wandą Szmidt, przekształcenie prawa do lokalu. Przed rozwodem  mnie ptorzebowały, zadzwoniły i powiedzialy że jestem potrzebna, by zeznawać na niekorzyść ojca. Byłam w kancelarii pani Wandy Schmidt w Gdyni. Ustalała pytania i odpowiedzi. Jak przyszło do rozprawy, olałam tę zgraję i mówiłam prawdę, że ojciec w niczym nie zawinił, zostałam wyproszona na wniosek adwokatki. Jest jeden plus tych przestępstw i matactw. Bo zostawiają trwałe ślady, a np. lewe postanowienie o podziale majątku, zaoczne, bez obecności obu stron, na mocy którego matka dostała mieszkanie a ojciec na własność nieruchomośc w Łęczycach, jest dowodem nie tylko głupoty mojej "matki", ale również działa na jej niekorzyść.

 

 

 

 

 

 

Cała korespondencjia ojca szła do matki, bo ten nie mógł otrzymac odpowiedniej dokumentacji, by mieć ustabilizowane sprawy mieszkaniowe.

Nawet jednak po wyrzuceniu, opłacał ich energię."Bezprawne i bardzo poniżajace"... i tak traktowany był przez moją matkę całe życie...Ale w rodzinnych relacji aż szkoda opisywać bo włos się zjeży na głowie.To zapisek ojca, który układał sobie w głowie pewne fakty....Wszystkie wymienione kobiety, to koleżanki matki.A to część kręgu wtajemniczonych.

www.dziennikbaltycki.pl/artykul/673311,rumia-kiedy-burmistrz-elzbieta-rogala-konczak-stanie-przed,id,t.html

 Pani burmistrz nie raz gościła na grillu u mamy, w którym sama brałam udział.U góry po prawej na końcu moja matka, niżej po prawej moja matka, na dole po lewej na końcu moja matka.To w tym gronie Alexis dobijała sprawy poza granicami kraju, ze swoimi trójmiejskimi przyjaciółkami,urzędniczkami.To już prawe ręki matki w procederach pozbywania się swoich mężów.U góry jej rumska ciotka, sporo osób potwierdza jej "znawstwo" w temacie trucizn.To jej telefoniczną rozmowę z matką podsłuchał ojciec w 2002 roku.Niżej z Władysławowa Celina K. moja ciotka, oddana matce dozgonnie, stara panna, od spraw ksiegowych.Na dole, Jola z Chylonii, przyjaciółka matki, kilkukrotna wdowa, brała udział w sprawie rozwodowej, składając nieprawdziwe informacje pod przysięgą.

Jak ojciec miał walczyć sam w takiej sytuacji? 

W pracy, nikomu nigdy się nie żalił. Był dzielny.Czy spłakana matka, która do mnie przyjechała w 2005 roku (związane ze sprawą Temida Spawaczem IIIRP) po prostu odegrała swoją rolę by wyzbyc praw na dobre  dwojga członków rodziny? I tak tam nie mieszkałam, zatem po co?  Czy to już u niej mania prześladowcza by wykańczać swoją rodzinę, mamić i kombinować?Ja wyprowadziłam się od  Stefanii P.  w 2000roku. Tłumaczyłam ojcu, że pomimo iż jest mu strasznie cięzko dojeżdżać do Gdyni z tak daleka, z matką nie wygra i powinien pomyslec o sobie, a mieszkanie zostawić tym dwum "paniom". Choć sama się nie wymeldowałam nigdy stamtąd co niesie nie tylko ryzyko ale daje wręcz pewność , że moja korespondencja jest przez nie czytana i wykrozystywana. Jak to się stało z decyzją o przejściu na emeruturę mojego ojca. Oryginał trafił na adres w Rumi.Tyle zła ile uczyniła ta kobieta predyscynuje ją do nagrody Pajęczycy Dekady.Co ciekawe. W księdze wieczystej nie dokonano zmiany po podziale majątku. Błąd ojca. Ostatnio pani z wydziału ksiąg wieczystych z którą osobiście rozmawiałam na ten temat powiedziała, pomimo tłumaczenia , że mój ojciec nie zyje :"Niech pan Henryk wpadnie i to zgłosi".... Rozbrajające nie?Czy jest szansa by ta kobieta przestała zatruwać życie innym? Boję się o siostrę, która próbując odnaleść swoje małe szczęście , będąc zbyt blisko największej do tego szczęścia przeszkody- nie dostrzega zagrożenia. Jej stan psychiczny zmierza ku stanowi psychicznemu mojego zmarłego ojca.Oczywiście matka przez długi czas utrzymywała, że ostatecznie wyprowadził się z własnej woli lub na bazie tzw."podziału majątku". O mnie -podobnie mówiła. I oczywiście, całkowicie potwierdzam, że z ta kobietą nigdy w życiu nie chcialabym mieszkać, ani nigdy oglądać. Wspólczuję siostrze, która mając prawie 40ści lat żyje z nią  i jest przez nią manipulowana do tego stopnia, że konieczna jest jej pomoc psychiatryczna(farmakologiczna, którą serwuje jej właśnie matka).minuta 9:11  i pytanie, jakie tabletki podaje mojej siostrze Monice moja "matka" Stefania , czy to jest czarna wdowa?  Nie kontaktowałam się z siostrą, ale po dziwnej śmierci ojca czuję , że to jeszcze nie koniec..

www.youtube.com/watch  Kiedy weszłam na górę spytałam matkę, czym ją faszeruje. Nie odpowiedziała.Obecnie nie mam kontaktu z siostrą. Nie wiem co się z nią dzieje. Matka twierdzi, że pisze doktorat i nie można jej przeszkadzać...Ojciec, znał prawdę o matce. Mówił że dosypywała mu do jedzenia czegoś. Oczywiście-wielu ludzi ma takie paranoje, ale kilka osób w rodzinie potwierdziło te zdarzenia, a przynajmniej uprawdopodobniło. W świetle zgonu mojego ojca, dodatkowych badań biegłego oraz uprawdopodobnienia się tej wersji- sytuacja robi się naprawdę poważna.Co ciekawe, matka sprawy sprawy rozwodowe rozpoczęła w 2003cim roku by w 2004 tym, mając wyrobione grono urzędniczek doprowadzić to wszystko do wyznaczonego przez siebie finału.Pomimo faktu iż prawo było za nim - wiedzial, ze niewiele może poradzić na tego typu układy. Nikt zaś specjalnie nie pcha się tam, gdzie go nie chcą. Od sądu, po urząd oraz lokalne służby.  Wielokrotnie wspominał dzień eksmisji.  Kiedy wrócił zmęczony po pracy i zastał..nowe zamki. A kiedy próbował rozmawiać matka wezwała policję. Zabrali go na komisariat,gdzie przytrzymali kilkanaście godzin karząc stać, w samej bieliźnie. Obok załączony był ponoć jakiś paralizator. Pomagałam już po eksmisji w mediacji między ojcem a matką. Pomagałam mu przewozić swoje rzeczy. Boże, jaki ten człowiek był udręczony!

 

Wcześniej opowiadał że moja siostra- Monika, wyłamała mu palec. Zadręczały go również innymi działaniami. Kiedy np. robił pranie i zostawiał je do wyschnięcia, potem zbierał prześcieradła pomazane pomadką. Ponoć dosypywały mu czegoś do jedzenia i picia, do kawy etc. SYtuacje te potwierdził mój dziadek opowiadając mi że już 30lat temu ciotki mojej mamy w Rumi podtruwały swoich mężów. To już była rodzinna tradycja. Dziadek uważa je za tzw. "czarownice". NIe wierzyłam do końca w te rewelacje. Jednak, kiedy odwiedzając matkę w sprawie rzeczy ojca zobaczyłam jego ubrania i prześcieradło wymazane kosmetykami, wiedziałam że nie żartował.Pomagałam w mediacjach między rodzicami, kiedy matka po wyrzuceniu ojca nie chciała go wpuścic po rzeczy.Kiedy został już sam, dał sobie radę. Choć trafił w bardzo cieżkie warunki- był uporządkowany i systematyczny. Myślał jasno. Nie wpadł w margines, alkohol, złe towarzystwo. Pracował , choć dojazd miał bardzo trudny. Musiał wstawać o 3/4tej by dojechac do pracy do Gdyni. Wspaniale sobieradził. NIgdy nie miałam warunków mieszkaniowych po numerach matki. Nie chciałam z nią mieszkać, a u ojca nie było jak mieszkać. Ojciec był bardzo silny psychicznie. Zbierał informacje prawne o nielegalnych eksmisjach, ale nie działał twierdząc, że skoro jego była żona tak zadecydowała, to niech tak jest jak chce.Matka i siostra nie interesowały się nawet tym, w jak spartańskich warunkach żyje, czy ma ciepło etc. Z drugiej strony- był dorosłym człowiekiem , tylko że człowiek opuszczony, samotny- dziecinnieje-jeśli jest wrażliwy.Ojciec, całe zycie bał się szwagra Z. Bardzo dużo o tym mówił.Nie minęło parę miesięcy, kiedy dostosował się już do faktu wyrzucenia, zorganizował jako takie życie w warunkach spartańskich, kiedy jego szwagier poczęstował go czyms co wywołało atak, który stał się pretekstem do przymusowego wywiezienia i zatrzymania w szpitalu. Okazało się potem, że lekarz nie był w stanie stwierdzić powodu przyjęcia na izbę i razem z siostrą mogłyśmy odkręcić sprawy , które poczynił już szwagier ojca.

 

Ojciec był sam , stając się łatwym celem dla tego cżłowieka, któremu nie ufał i ufał na zmianę, którego znał, choć stanowił dla niego smiertelne zagrożenie. Manipulował sprytnie moim ojcem od co najmniej kilkunastu lat. Wykorzystał sytuację, że ojciec był w tym momencie sam i osadził go w szpitalu a w międzyczasie chciał przejąć posesję ojca, w ramach opieki, bo robiąc z niego wariata mógł przejąć zarówno wysoką pensję jak i grunt. Po podaniu ojcu jakiegoś srodka i umieszczeniu go w szpitalu, przyjechał na ojca posesję i zakładał nowe kłódki, co na szczęście skutecznie uniemożliwił mój dziadek.Po powzięciu tej wiadomosci i rozeznani w sytuacji namówiłam siostrę na działanie, by ojca jak najszybciej wydostać, przywrócić do życia i nie dopuścić ponownie do manipulowania nim.W trakcie podejmowanych czynności , przeprowadzając mały rekonesans dowiedziałyśmy się ze ten nasz pseudo wujek jest niezłym cwaniakiem , który wyorzystuje cudze tragedie przez doprowadzenie do stanu niemożności powzięcia jasnej i zgodnej z wolą decyzji do przejmowania majątków poprzez niekorzystne rozporządzanie mieniem/podpisywanie katów woli w chwili niemożności podejmowania jasnych decyzji.Tym sposobem zdobył m.in. dwie kamienice oraz kilka rolnych gospodarstw, od osób, które majac ciężką sytuację potrzebowały wsparcia bądź rady, nieżadko poprzez podawanie do jedzenia baðź napoju substancji powodujacej przejściowe otumanienie z utratą świadomości, czasem również przytomności.Rzuciłam swoje sprawy i doprowadziłam do względnego ładu. Ojciec wrócił na swoją posesję. Gdzie przez ostatnie lata spokojnie i skromnie żył nikomu nie przeszkadzając. Czuł się szczęśliwy. Niestety czasem wpuszczał ów jegomościa. Za każdym razem po tym wpuszczaniu, były jakieś przeboje. Albo źle się czuł, albo coś mu podpisał.Po jakimś czasie dowiedziałyśmy się z siostrą o kolejnej aferze związanej z tym człowiekiem. Po śmierci dziadków ze strony ojca wyszło na jaw że ojciec zrzekł się na korzyść swojej siostry,a tym samym jej partnera pana Z.- swojej części majątku. Nadto pozostali spadkobiercy, również dokonali takiego samego aktu woli. Sprawdzając okoliczności dokonania samej czynności można łatwo stwierdzić iż były to czynności sprzeczne z prawem. Nie podano co prawda żadnej substancji chemicznej wymienionym, lecz wprowadzono ich w błąd, co do okoliczności faktycznych. Pełnomocnik pana Zajaca powiedział spadkodawcom, iż powinni zrzec się spadku z uwagi na ciążące na nim wysokie koszty w przypadku przyjecia spadku, koszty sięgające kilkunastu tysięcy złotych, nie tłumacząc nawet skad niby te koszty miałyby być. Majątek ten nie był zadłużony.Prokuratura umorzyła oba postępowania przeciwko panu Zającowi, zaś Izba Adwokacka nie dopatrzyła się przestępstwa w czynnościach pełnomocnika.W miedzyczasie otruto psa ojca. Zwierzę męczyło się kilkanaście godzin, z powodu zatkania przewodu pokarmowego. Ojciec reanimował , niestety bezskutecznie. Bardzo to przeżył.Przez lata ojciec żył sobie spokojnie. Odwiedzałam go minimum 3 razy w miesiacu. Podczas tych wizyt, zawsze długo rozmawialiśmy, przy kawie i jedzeniu. Nie zdarzyło się mi by ojciec kiedykolwiek mnie wyprosił, bądź by ojciec zachowywał się w podejrzany sposób świadczący o jakichś kłopotach psychicznych, uniemożliwiajacych racjonalne działania.Fakt, ojciec będąc w samotności i odrzuceniu miewał myśli o bezradności czy poczuciu ogromnej krzywdy, w obliczu tego co go spotkało, jednak wszystkie te żale były i są uzasadnione w faktach.Jakiś czas po tym, kiedy pan Zając rozeznał się, ze z siostrą wnioskowałyśmy o jego ściganie- ojciec został napadnięty blisko domu pana Zająca i dotkliwie pobity. Miał wstrząśnienie mózgu, stracił kilka zębów. Policja nie chciała przyjąć zeznań twierdząc iż to pewnie była jakaś uliczna bójka pijacka.Poczucie niemocy jednak nigdy go nie blokowało, choć kontakty z ludźmi ograniczył do minimum obawiajac się kolejnych intryg. Sam robił sobie zakupy, sam żył, nikomu nie wadząc- był u siebie. jeżdził na grzyby, ryby, z kolegą, spotykal się zniewielką grupą osób mu bliskich. Czasem spotykaliśmy się w Gdyni, częściej, sama przyjeżdżałam do ojca.Jakiś czas temu ojciec przeszedł na emeryturę. Miał wiele planów do zrealizowania.Wszystko wydawało się być w jako takiej normie. Choć wielu osobom nie podobało się, że ojciec zrezygnował z dalszej budowy domu a ruina wygląda nieestetycznie. Przy naszych odwiedzinach zachowywał humor, żadko miewał chwile nostalgii. Czasem aż się dziwiłam że tak dobrze sobie radzi w sytuacji, w której został zepchnięty na margines przez matkę. Matkę, dla której-jak sama powiedziała, rodzina jest niepotrzebna, a odwiedzić swojego byłego męża owszem może, ale jeśli jej zapłaci 5 tysięcy.Substancje psychoaktywne, czyli dopalacze zaczynają działać dopiero po 90 minutach, a temperatura ciała wzrasta do 40°C.Nie uzależniają, w najlepszym przypadku doprowadzając do silnego zatrucia pozostawiającego trwały ślad w mózgu i wywołującego choroby psychiczne, takie jak depresja, paranoja, schizofrenia, osobowość Doberlain, w najgorszym i niestety bardzo częstym przypadku , do śmierci.”Cechą charakterystyczną wszystkich środków psychotoksycznych jestnaruszanie najwyższych, najbardziej delikatnych czynności układu nerwowego,strefy psychicznej.Wywoływane przez nie objawy są podobne do objawów występujących w różnego rodzaju chorobach psychicznych, a więc: zaburzenia świadomości i spostrzegania, halucynacje wzrokowe i słuchowe, zaburzenia procesów myślenia i orientacji oraz strefy uczuć i woli.(ojciec w poniedziałek powiedział, ze to był dopalacz)Niektóre środki psychotoksycznewywołują zobojętnienie, inne natomiast strach. Przy nieco większych dawkach następujespowolnienie i brak koordynacji ruchów,drżenie mięśni, a wreszcie stan kataleptyczny. Stan ten cechuje sięosłupieniem i zniesieniem reakcji na bodźce zewnętrzne.Wszystkie objawy utrzymują się od kilku do kilkunastu godzin, zależnie od właściwości konkretnej substancji.takie własnie objawy miał ojciec w poniedziałek.Psychotoksyczne środki trujące (środki psychozotwórcze, psychogazy) - substancje chemiczne o działaniu odurzającym, stosowane są jako bojowe środki trujące. Można je podzielić na dwie zasadnicze grupy:Środki psychomimetyczne - związki chemiczne zaburzające normalne funkcjonowanie ośrodkowego układu nerwowego. Zazwyczaj są substancjami psychoaktywnymi o działaniu psychodelicznym jak na przykład LSD, choć znane są substancje celowo projektowane jako broń chemiczna - przykładowo BZ.Środki psychotropowe - substancje powodujące objawy paraliżu fizycznego oraz zaburzenia naruszające normalny tok myślenia i spostrzegawczości. Przeważnie działają one depresyjnie na ośrodkowy układ nerwowy, jak na przykład fentanyl.Typowym środkiem psychomimetycznym jest syntetyczna substancja psychoaktywna, LSD-25. Środek ten wywołuje zaburzenia percepcji, zmiany w sferze uczuć oraz ogólne zaburzenia świadomości. Efekty te nie są trwałe i nie wywołują w szkodliwych następstw. Do tej grupy można zaliczyć także: bufoteninę, dimetylotryptamina, psylocybinę i meskalinę. Wszystkie te związki występują w naturze. W czasie wojny wietnamskiej Amerykanie używali podtlenku azotu czyli gazu rozśmieszającego jako gazu bojowego.Cechą charakterystyczną wszystkich środków psychotoksycznych jest naruszanie najwyższych, najbardziej delikatnych czynności układu nerwowego, strefy psychicznej. Wywoływane przez nie objawy są podobne do objawów występujących w różnego rodzaju chorobach psychicznych, a więc: zaburzenia świadomości i spostrzegania, halucynacje wzrokowe i słuchowe, zaburzenia procesów myślenia i orientacji oraz strefy uczuć i woli. Niektóre środki psychotoksyczne wywołują zobojętnienie, inne natomiast strach. Przy nieco większych dawkach następuje spowolnienie i brak koordynacji ruchów, drżenie mięśni, a wreszcie stan kataleptyczny. Stan ten cechuje się osłupieniem i zniesieniem reakcji na bodźce zewnętrzne. Wszystkie objawy utrzymują się od kilku do kilkunastu godzin, zależnie od właściwości konkretnej substancji.Moi dziadkowie kilka lat temu umarli, ich własnośc przejął-pseudowujek , który jest dobrze ulożony z sądami, prokuraturą, izbą radcowską, urzedem powiatu, jako były partyjny. Mówią że truje ludzi, miał sprawę, ale umorzono. Od lat odwiedzał mojego ojca. Ojciec podpisał nawet w dziwnych okolicznościach zrzeczenie się spadku po rodzicach. Śmierć Bogdana K.  to kolejna niewiadoma z jrejonu wejherowskiego.Pozostaje kwestią dla mnie nieodgadnioną, czemu policja uznała, że może sobie odjechac i wycieńczonego człowieka nie musi obejrzeć lekarz...... zaburzenia świadomości czy otępienie mogły świadczyć, ze coś dzieje się złego z mózgiem np. udar, lub z jakimikolwiek innymi organami;Czemu policjant w poniedziałek, podczas rozmowy ze mną na komisariacie, zamiast myślec o życiu człowieka bardziej przejmował się tym, ewentualnym przyjazdem mediów, lub faktem,że jakby miał zareagowac to moze być nieuprawnione wtargnięcie?Czemu wzięto działania na wstrzymanie, pozostawiając je mnie? Czemu żaden sąsiad, dziadek, kuzyn, widząc coś złego w zachowaniu ojca (skoro krążą pogłoski że od kilku miesięcy był nie swój) nie zareagowali?Cofnijmy się o kilka lat w sprawy z rejonu wejherowskiego.............................Pierwsza strona z całości. Przedstawiamy w nim inne zgony z korzyścią dla tego pana. Dot. szwagra mojego nieżyjącego już ojca.I ten sam sąd i prokuratura zajmują się teraz sprawą śmierci mojego ojca...Samotność i życie na uboczu może wywoływać różne stany. Dlatego nie do konca wierzyłam w to podtruwanie.  Jednak po śmierci dziadków, z siostrą doszłyśmy do tego, że nie były to naturalne zgony. Tak się zaczęło drążenie. Do momentu umorzenia śledztwa przez wejherowskie organa ścigania.Kwestie finansowe są zwykle głownym powodem wielu konfliktów. Z tego punktu widzenia warto prześledzić sprawy majatkowe, spadkowe , finansowe z ostatnich lat.Główny zarzut wobec Jego szwagra, po śmierci rodziców stanowił: doprowadzenie osoby do rozporządzenia swoim mieniem spadkowym w stanie wyłaczającym mozliwość powzięcia racjonalnych, zgodnych z wolną wolą decyzji. Stare powiedzenie mówi, że z rodziną najlepiej na zdjęciu. Rodzinę równiez łatwo można skłócić, zmanipulować, znaleść czuły punkt i spowodować samotność, nienawiść, uczucie alienacji. Wtedy jesteśmy zbyt ufni, ktoś do nas wyciąga tzw. pomocną dłoń. Zaburzona samotnością psychika czy zawód z powodu uczucia niepotrzebności i psychika nie rozezna się kto jest przyjacielem a kto wrogiem. Mamy takie prawo, które chroni bandytów, po 2010tym. Pan Z. od lat kumpluje się, imprezuje i obchlewa zWejherowskimi prokuratorami, w których rewirowo zawsze zapadają decyzje odnośnie tego terenu. Może przypomnieć choć jedną sprawę, kiedy z alkoholowej libacji od Z. wracał pewien wejherowski prokurator i potrącił śmiertelnie dziecko? Sprawa zakonczyła się nie tylko nie ukaraniem i brakiem odszkodowania dla rodziny  ale również przekierowaniem winy na rodziców dziecka. A to jeden z kilkudziesięciu przypadków zalezności tego pana.Czemu pan Z. w dniu kiedy odnalazłam martwego ojca przejeżdżając obok ojca posesji , gdzie stały radiowozy, nie zatrzymał się?Mamy czasy ciężkie, a dla dochodzeniówek i spraw kryminalnych ta sprawa wykracza poza ich  lokalne "trzymanie głowy".  Najgorsze że tyle osób, tak blisko siebie będących/mieszkających, a nikt nie zareagował. Wszyscy jakby czekali na mnie. Kiedy dzwoniłam do dziadka rano we wtorek pytałam czy znajomy ojca był, czy ojciec się odezwał , gdyż  dzwoniłam cały wieczór wcześniej i nic. Mówili że nie. Dziadek spytał czy będę. Nic sobie nikt nie robił z mojej tragedii, dziadek-już w poniedziałek twierdził że to "słabe geny", że tu będzie prokurator, że mój ojciec ma tu opinię psychicznego.Skoro dziadek był taki zatroskany, czemu sam będąc tuż obok nie zadzwonił ze coś jest nie tak, tylko czekał na to aż przyjadę? Jako osoba posiadajaca ponoć takie "chody" w lokalnych władzach ? Mając telefon? czemu musiałam biegać po policję? Czemu kolega ojca, będąc również na miejscu, mając auto- czekał aż ja przyjadę z Gdyni?Psychiczni nie umierają zatruci X.  A sekcja tej wersji nie wykluczyła.Zeznania innych świadczą, że szukają jak najszybszego sposobu na zamknięcie sprawy. Nieszczęśliwy wypadek? Niepodleczone wrzody żoładka? Papier przyjmie wszystko. WSZYSTKO.Ojciec  był udręczony..wyjątkowo długo dawał sobie radę patrząc na chłodno. Przejrzałam dokumenty pisemne. Cokolwiek nie robił np. odwoływał się od nielegalnej eksmisji którą dostawał odmowę. Chciał dostac dowód z meldunkiem-również bez efektu. Chciał wynajac skrzynkę na listy -również bezskutecznie.

 

granatowa.nowyekran.pl/post/67224,jak-skutecznie-zaszczuc-niewygodnych-unowoczesniony-prl-bis

granatowa.nowyekran.pl/post/73793,temida-spawaczem-iiirp 

 granatowa.nowyekran.pl/post/84130,ktos-dal-glos-to-iii-wadza-czyli-temida-spawaczem-iii-rp-cz-2

Jeśli mojego ojca otruto-jak twierdził dwa dni przed śmiercią mój ojciec, to znaczy że być może wiele osób maczało w tym palce. Nie zgadza mi się data zgonu, nie zgadza mi się zachowanie policji, zachowanie kilku innych osób i wykonana sekcja zwłok.Po co ktos miałby planować tego rodzaju zbrodnię? Po pierwsze-tradycja rodzinna. Powolne "zjadanie" ofiary, która nie mając zaplecza lokalnego grzęzła coraz głębiej. Po drugie-niska wykrywalnośc słabnąca z każdym mijajacym dniem. Po trzecie-trudność w określeniu motywacji. No właśnie. Jaki motyw mialby być tej zbrodni?Czy wystarczy byc nie lubianym i nie akceptowanym na danym terenie?Byc może nie..i w tym przypadku...warto poczekać. Majac już wstępny ogląd na sprawy finansowe ojca- wszystko powoli układa się w całość.Jaki błąd popełniają osoby samotne, odizolowane i zranione?Błąd Nr 1- zaufanie do obcych.Nieufność do znanych.Błąd Nr.2 przesadne wyolbrzymianie złych intencji innych (szczególnie z sąsiedztwa), co obostrza konflikt.Błąd Nr 3- wiara w tzw demokrację. Ujmujące jest myślenie, że bez zaplecza lokalnego człowiek jest w stanie dac sobie radę. Nie w tym kraju.Drobne niesnaski zdarzają sie wszędzie. Co jednak powoduje że przeradzają sie w produktywną nienawiść i stają się motorem działań?Przykład: Sprawy kryminalne oszustw na tzw. Wnuczka. Wykorzystywanie samotności i osamotnienia, a przede wszystkim wieku i pewnej wtórnej nieświadomości.Po stypie przypominajacej wesele (klan Alexis) matka wychyliła kilka kilonków na odwagę i wzięła mnie na zewnątrz:

-Chcę Cię spłacić. Życie w mieście jest za drogie. Chcę sie tu wybudować..mam kasę a ty nie.

Komendant oszacował że to jest warte jakieś...., dostałabyś.....-zgadzasz się?- spytała

-Czekaj..a od kiedy komendant jest rzeczoznawcą majątkowym? Hm? Słuchaj, a odpowiesz mi na jedno pytanie?

-Tak

-Czy uważasz, że to był naturalny zgon?- spytałam

-Bez najmniejszej wątpliwości..

Być może chciała mi dać coś więcej do zrozumienia tymi słowami..np.< nie drąż, bo albo zrobimy z Ciebie wariatkę, albo kryminalistkę, albo otrujemy jak Jego? Bierz potem co swoje i wynoś się>

Są sprawy wybitnie skomplikowane. Nikt nie zna jednak moich rodziców lepiej niż ja. Nikt nigdy nie wierzył, jak własna matka może występować przeciwko własnemu dziecku. Dla złych ludzi, jedno się motto przewija, by zawsze zagmatwać tak sprawę aby nikt nie doszedł prawdy. Uprawdopodobnienie załamania psychicznego ojca, mogłoby zdementować doniesienia o truciu(ale na całe szczęście będzie to trudne), dwukrotna moja interwencja na policji, która nie przyniosła rezultatu, a mogła uratować Ojcu życie- da się wrzucić w tzw. rutynę działań/złą ocenę sytuacji przez policję; samobójstwa w tym przypadku nie było/zaczadzenia etc; a  wykonana sekcja zwłok nie wyklucza podnoszonych przeze mnie argumentów...

Czemu wszyscy czekali aż ja zainterweniuję, skoro na miejscu był i dziadek i kolega i policja?
Czemu policjanci rutynowo zbagatelizowali potrzebę szybkiej pomocy medycznej widząc ojca na nogach, czemu nie spytali czy potrzebuje lekarza skoro trzymał się za brzuch?
Czemu tak szybko odjechali co uniemożliwiło mi wezwanie pogotowia? nie mogłam jednocześnie powstrzymywac ojca od zamykania się i rozmawiac z pogotowiem.
Czemu dziadek już w sobotę mówił że "zrobi tu porządek", że "tu będzie prokurator"?
Czemu policja nie zabezpieczyła innych rzeczy?
Czemu siostra mojego ojca mówi że był psychicznie zaburzony?
Czemu stypa przypominała wesele?

Czemu cała rodzina kuzyna mieszkajacego obok akurat na ten czas (13-03-2013) wyjechała za granicę, musieli miec wcześniej zabookowane bilety ?
Dlaczego dziadek nie mógł zaakceptować sposobu życia mojego ojca? (wolność własności chyba obowiązuje?)Nikomu nie przeszkadzał.
Czemu człowiek normalnie kontaktujący i zdrowy przez ostatnie lata z dnia na dzień ma zaburzenia świadomości, otępienie i odrętwienie strun głosowych świadczące o udarze/zapaleniu opon mózgowych etc i nie jest wzywane pogotowie?
Czy policję zgubiła rutyna czy powód był inny?
Czemu zbagatelizowano podawane przeze mnie fakty a oparto się na plotkach przy podejmowaniu decyzji?
Dlaczego policja nie słuchała mnie kiedy byłam interweniować drugi raz w poniedziałek i mówiłam że pierwszy raz w życiu mnie wyprasza?
Dlaczego nie słuchali kiedy mówiłam ze może mieć zaburzenia świadomości i nie reagować normalnie?
Czemu policjant w poniedziałek przekonywał mnie że wszystko jest dobrze?
Czemu wszystko wyglądało na zaplanowane?
Od kiedy komendant policji jest rzeczoznawcą majątkowym?
Kto otrzymał po kilkanaście tysięcy miesięcznie z konta mojego ojca?
Czemu ktoś, wiedząc że ojciec przechodzi na emeryturę zakłada sobie dodatkowe ubezpieczenie na wypadek śmierci osoby bliskiej?
Czemu zdrowy człowiek z dnia na dzień, tuż po przejściu na emeryturę ginie?
Gdzie są raporty policji ze zdarzenia? Czy uwzględniają również drugą moja interwencję, już na posterunku?
Czy normalnym jest by sprawę prowadziła jednostka na której wobec stron ciąży podejrzenie nepotyzmu?
Czemu policja podczas interwencji wypowiada zdania, które obostrzają strach w osobie, która mogła mieć juz zapalenie opon mózgowych?
Skoro panowie z policji wiedzieli czego boi się mój ojciec, czemu właśnie te wątki poruszali?
Czemu ta sama osoba która interweniowała, prowadzi dochodzenie?
Czemu zignorowano sens mojej wizyty na posterunku w poniedziałek wieczorem? (W tym czasie prawdopodobnie mój ojciec umierał)
Dlaczego data zgonu jest przesunięta? (stwierdzenie zgonu z przypuszczalnym czasem zgonu przez lekarza pogotowia różni się od ustaleń sekcji zwłok)
Dlaczego policja będąc w posiadaniu telefonu komórkowego mojego ojca 13-03-2013 do 18-03-2013 usunęła konkretne dane o numerach wybieranych, poł. nieodebr. oraz przychodzących?  wystarczy porównać dwa rejestry. Czemu kolega ojca, który jako jedyny bywał u ojca codziennie, mający kontakt telefoniczny z panem Z. pytał się mnie o testament?

Z tym i innymi pytaniami zwróciłam się do prokuratora.
  Moja cudowna babcia, która w zasadzie była dla mnie matką  (matka mojej matki) odeszła w wieku 59lat. Moja sympatyczna ciocia (siostra matki zmarła w wieku 36lat).  Przy pierwszym zgodnie juz powstały plotki o truciu.. Miałam wtedy 11ście lat. 

To o tej kobiecie (poniżej) (ciotka mojej matki z Rumi), mówili mi w osobistych rozmowach mój dziadek Antoni Klawikowski, oraz mój nieżyjacy ojciec. Nie znam jej danych personalnych. Widziałam ją ze dwa razy w jej domu na Starej Rumi. To z nią rozmawiała wielokrotnie przez telefon moja matka.

Ile jeszcze ludzie gotowi są wyrządzić zła tym, którzy chcą normalnego życia? Kiedy skończy się poniżanie, nękanie, wyzyskiwanie , kłamstwo, oszustwo i doprowadzanie do złamania człowieka? Czy podtruwanie powodujące zgon, podtruwanie wyłudzające oświadczenie woli, podtruwanie z innych powodów to idealny sposób na morderstwo a może bójda na resorach czy wymysł paranoicznych osobowości?

 "Ludzie ludziom zgotowali ten los"  Chciałeś pokoju, w czasie zimnej lokalnej wojny. Nikt nie liczył się z Twoimi uczuciami, bo dla tych ludzi uczucia to balast, który odrzucają. Wolą analizowac sytuację, planować i skrupulatnie realizować działania. Przewidywać z dokładnością każdy ruch...W milczeniu realizować swoje plany.

Memento mori wyparte przez Carpe Diem.

Tato, nie zdołałam Cię uratować, głusi byli na moje słowa. Wybacz.

W sobotę 9 tego marca, przyjechałam do tej małej miejscowości odwiedzić ojca..jak co tydzień.

Dziś z perspektywy dwóch tygodni mam prawei pewność, że wstawiono mnie do z góry ustawionej gry, w której przyjełam rolę błazna, który będzie się obwiniał lub szarpał z urzędnikami.  Czy prokuratura podejmie jakiekolwiek próby by dotrzeć do prawdy? ( myślę, że nie..nie ta prokuratura i nie w tym kraju, mogą za to podunąć się jeszcze dalej).

 Czemu były prawicowy poseł podtyka mi do pomocy przefarbowaną na opozycję grupę przestępczą? (nie dziękuję!)  /"Zamilcz! inaczej zrobią z Ciebie wariatkę"/   

Czy osoba, którą poznałam 15 stycznia, ma cokolwiek wspólnego z tą sprawą?  22lutego, po zdobyciu danych GPS odnośnie dokładnego miejsca pobytu mojego ojca, cały rejestr został wykasowany. Operator Telefoniczny tłumaczył to awarią aplikacji obsługującej telefony na kartę. Udało sie odblokować mi PIN. Obsługa sieci pytała z jakim numerem tel. się najczęściej kontaktuję, podałam nr ojca. Czy jedno z drugim ma cos wspólnego czy tylko uprawdopodabniali, że to mój numer w sprawie którego dzwonię? Na szczęście pozostały archiwa i snapshoty rozmów, w których uprawdopodawnia się nieprzypadkowość kontaktu. Czy śmierć mojego ojca jest następstwem  jasnego  sygnału skierowanego do tego człowieka,  z mojej strony? "Nie zostawię tego."

Czy "dobe rady" oficera BOR'u, by zostawić w spokoju dawnego rumskiego komendanta Ż.(ze sprawy Temida Spawaczem IIIRP) , kolegi mojej matki z ławy szkolnej, są przypadkowym zbiegiem okoliczności?

Do dzisiejszego dnia nie znam wyników zbadania kilku rzeczy pod w zględem toksykologicznym i nawet nie wiem czy wogóle przebadano je. Prokuratura  nie widzi chyba zagrożenia dla mnie. Jeśli przebywałam tam, być może również jestem już zakażona.

Sama pobrałam próbki substancji. Sama dąrzę do uzyskania jasności. Sama ryzykuję własnym zdrowiem. Na ten czas jednak nie myślę o sobie.

 Mój ojciec  miewał  słabą psychikę, o czym świadczył jego tok myślenia i wypowiedzi wcześniej, ale ze 100% pewnością-znajac go oraz majac wyniki sekcji ORAZ prowadząc WŁASNE dochodzenie OGLĘDZINY MIEJSCA ZDARZENIA /PRZEDMIOTY/ZAPISKI/- nie targnął się na swoje życie. Zeznania jego siostry robiącej z niego świra w świetle zebranego przeze mnie materiału- stanowią dziwny bełkot, mający chronić być może jej meża-nie wiem. Kolega któremu ufał mój ojciec- posiadał stały kontakt telefoniczny z tym panem.  Jestem osobą bezpośrednio związaną za sprawą, dlatego wogóle nie powinnam się zajmować takimi sprawami, ale szczerze- jak nie ja to nikt inny i ponoszę tego ryzyko, mając na to WYRĄBANE.Nikt nie jest w stanie objąć rozumem cierpienia i bólu, jaki wywołuje jednocześnie strata jedynej bliskiej osoby, o tak wielki m w mojej sytuacji znaczeniu. Jego życie dawało mi życie. Tak wiele pytań wokół tej tragedii, które powodują, że nie można pogodzić się z odejściem człowieka, bo zmuszają do wytężonej czujności i poszukiwaniem odpowiedzi.  To tylko i wyłącznie moja tragedia. Dodając do tego fakt toczącego się "niby" dochodzenia, nadzieja zaczyna blaknąć wraz z każdym kolejnymi "błędami" proceduralnymi".  Istnieją ludzie, którzy nie potrzebują szczególnego motywu by mordować, składać fałszywe zeznania czy mataczyć. Czasy dla tzw. dobrych ludzi - mamy wybitnie ciężkie.

W sprawie śmierci mojego ojca staram się naprawdę pomijać wątki emocjonalne. Reasumując: -pomimo zgłoszeń- zbagatelizowano zagrożenie dla życia, czego efektem jest zgon;

-Stwierdzenia, które przekazał mi ojciec, a które ja przekazałam policji, dla policjantów były← takie niewiarygodne, a jednak - stają się faktem, z uwagi nie tylko na wykluczenie samobójstwa czy wynik sekcji, ale również okoliczności pozostałe (nie czas tu je wymieniać, dla dobra ..jakkolwiek by tego nie nazwać, jednak -  "dochodzenia".

dziś jest 7.04.2013

Prokuratura całkowicie milczy. Od dnia zgonu, tylko ja kontaktowałam się telefonicznie kilkukrotnie z prokuratorem.

Dopiero dzis poczytałamo o dopalaczach i widzę że nie tylko słowa ojca "to był dopalacz" ale i jego zachowanie o tym świadczyło.

Badając i analizujac wiele informacji/zapiski ojca:forma,treść/oględziny pomieszczenia-zdjęcia,video/ slowa przez niego wypowiadane, zachowanie osób, wcześniejsze rozmowy z moim ojcem, sprzed nawet kilku lat;

-mam prawie pewność że to co mówił ojciec w poniedziałek, po nagłym, silnym bólu brzucha, po którym mnie zaczął wypraszać...że to doplacz- to może być prawda. Słyszała to również dyspozytorka pogotowia ratunkowego, ze ojciec podejrzewa zatrucie dopalaczem. Wiedział o tym również patrol policji który złapałam chwile później.Z tej perspektywy jeszcze większego znaku zapytania nabiera sprawa nieprzyjazdu pogotowia. Przeciez dyspozytor pogotowia czy policjant- majac informacje, ze pacjent może być pod wpływem dopalacza musi wiedzieć że może dziwnie się zachowywać i takie zachowanie jak fakt , ze się zamknął nie powinno mieć tu żadnego znaczenia i bezapelacyjnie wtedy trzeba wysłać karetkę. Przeczytałam że po dopalaczu mozna nawet zabić..czemu policja naraziła mnie na śmierć? Zamiast sama się rpzeciskac przez szczelinę. Czy naprawdę niczego-żadnej wiedzy nie wymaga się w policji ? Czy przypadkiem nie czekali na śmierć tego konkretnego człowieka?

Jak dzis pomyślę, jak wielkie zagrożenie dla mnie samej było, to nie mogę zupełnie pojąć zachowania ludzi dookoła.

Dyspozytorka pogotowia ratunkowego -majac domysł że chodzi o dopalacz-powiedziała mi, że jeśli ojciec się zamyka to nic nie zrobi, a pogotowie nie bedzie się włamywać. Z tego powodu pobiegłam na policję.

Czemu policja majac informację o całym zdarzeniu równiez zbagatelizowała zatrucie , bez względu czy wodą czy dopalaczem? Ja -jako cywil i nie narkoman nie musze przeciez się znać na zachowaniu po dopalaczach, ale oni!? Majac taką informację, widząc człowieka z dziwnym zachowaniem..czemu odjechali, a on znów się zakluczył i finito.

Czemu wszyscy włącznie z policją i pogotowiem zachowywali się tak, jak gdyby nic się nie działo? Jakby czekali na jego zgon?

Czy to ta sama ekipa która wraz ze szwagrem mojego ojca próbowała po nagłym ,dziwnym zachowaniu ojca umieścić go  w wariatkowie?  Ojciec powiedział po miesiacu od tamtego zdarzenia, ze wszystko było opłacone. Znajomy jego szwagra lekarz, karetka, a nawet patrol. Po tym właśnie zdarzeniu zaprotestowałyśmy z siostrą i skierowałyśmy sprawe do prokuratury, tejże prokuratury.(2007-2008-zarzut: podawanie środków psychoaktywnych celem wyłudzania ośw.woli . Pismo kończył osię tak: "składamy to pismo z uwagi na zagrozenie dla życia  i zdrowia naszego ojca").

Dziś  przeczytałam wiele na ten temat.Ktos chciał zmylić mój trop, ktoś tam był przede mna po zgonie( wiem to na 100%), ale to był dopalacz, a nie jak wczesniej myslałam coś, czego u ojca wczesniej nie było. Zachowanie ojca w pełni przedstawia stan po dopalaczach. To drugie-zostało podłożone by zmylić trop.

Być może dopalaczem w płynie/cieczy były nasączone papierosy ojca. Papierosy które dostarczał mu tylko jeden człowiek. Człowiek ten mógł działać świadomie, ale podejrzewam z dużym prawdopodobieństwem , że i nie świadomie, a że miał w zasadzie stały kontakt z zasadniczą postacią wczesniej zgłaszaną przeze mnie i moją siostrę do tej samej prokuratury, która obecnie prowadzi dochodzenie w tejże sprawie a umożyła poprzednią sprawę.

Czy to nie wystarczajacy motyw ?  Złożenie pisemnych podejrzeń, przez obie córki, podejrzenie działania na szkodę mojego ojca...a po kilku latach -śmierć. Jak wiele strat majatkowych i "zdarzen losowych" wchodziło wtedy  w grę..o tym wiedzą tylko wtajemniczeni policjanci.

 Aby sprytnie pozbyc się i ojca i mnie, wystarczylo znać nasz grafik spotkań i to czym się dzielimy. Ojciec dawał mi czasem te papierosy. Palił bardzo duzo. Dziennie- około 1 paczkę, dlatego jego kolega dostarczał mu bardzo czesto tych papierosów.

Mnie, na droge równiez ojciec dawał te papierosy, ale zostawiałam je na tzw. czarną godzinę, bo były ostre, nie, jak zwykłe papierosy. Od lat je palił.

Dzis zapaliłam dwa papierosy z tej paczki, które wzięłam przy okazji będąc tam. Dziwne, że bibułka niesamowicie szybko się spala, a to co  w środku ostro sie żarzy.  papieros spala się wyjątkowo szybko, majac silny, ostry smak, bez wyrazu. Zbyt szybko jak na zwykłego papierosa.

 

9marca b.r. , kiedy byłam u ojca chciałam zapalić papierosa, ale nie miałam. Poprosiłam go czy mogę z tych,a  on mi je wyrwał. (nigdy wcześniej czegos podobnego nie widziałam). Potem wyciagnął jednego i urwał go prawie przy filtrze i mi podał.

Objawy po wypaleniu jednego papierosa to silny ból głowy-natychmiastowy, jednostronny. I zero jakby nikotyny. Chce się wypalić kolejnego. Po kolejnym, boli gardło i powstaje uczucie otępienia. Ból głowy powraca, ale niezbyt silny. Jakby napieranie na skroń. Dalej nie daje działania koncentracji- jak nikotyna. Po 5minutach od wypalenia- boli serce. Po 40stu minutach- ból podbrzusza.

Jedyna osobą dostarczajaca od lat papierosy, któremu na dodatek ojciec ufał, był ten kolega. A ten właśnie kolega miał stały kontakt z podejrzanym o trucie od lat.

Co jest w tych fajkach? Pewnie wkrótce się dowiem zlecajac badania..oby nie za późno.

 

Właśnie czytam odpowiedź prokuratora.... ,który informuje mnie że ..nie ma jeszcze nawet wyników sekcji,a  tym samym przyczyna zgonu nie jest znana. Hahahahahaha

Prokurator ma niezłą logikę   SKoro ON nie otrzymał wyników sekcji,  to znaczy że PRZYCZYNA ZGONU  nie jest znana....logika na zasadzie...skoro ja nie znam to niemożliwością jest by ktokolwiek znał .

Czyli prokurator nie ma nawet tej wiedzy, którą ja miałam na dzień 18stego marca.

 Tę całą sytuację - kreuje, rozgrywa i wykorzystujeod latgrupa opisywana przeze mnie w Temida Spawaczem III RP

granatowa.nowyekran.pl/post/73793,temida-spawaczem-iiirp

 

granatowa.nowyekran.pl/post/84130,ktos-dal-glos-to-iii-wadza-czyli-temida-spawaczem-iii-rp-cz-2

 

www.aferyprawa.eu/Interwencje/This-letter-is-addressed-to-foreign-journalists-observers-of-social-and-political-life-in-Poland-and-in-particular-all-interested-with-difficult-issues-in-regards-to-Polish-democracy

 

i to ona gra tu pierwsze skrzypce. Straciłam jedynego człowieka w rodzinie, który mnie wspierał i rozumiał. I tak, jak w przypadku Temida Spawaczem III RP , wszystko jest ustalone. Nie ma przypadków.

  Z TEKSTU ZOSTAŁY USUNIĘTE NAGRANIA DŹWIĘKOWE ORAZ FOTOKOPIE DOKUMENTÓW I OSÓB

 

 



 

KOMENTARZE

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
      1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     

ULUBIENI AUTORZY

więcej